baner

Recenzja

Corto Maltese: Złoty Dom w Samarkandzie

Tadusz Fułek recenzuje Corto Maltese - Złoty dom w Samarkandzie
Sporo wody w Wiśle upłynęło, zanim dostaliśmy w ręce nowego "Corto Maltese". Parokrotne przesuwanie premiery sprawiło, że aż 3 lata musieliśmy czekać na „Złoty Dom w Samarkandzie”. Jakby wydawnictwo Post wahało się, czy komiks ujrzeć ma światło dzienne, czy nie. Można odnieść wrażenie, że w Polsce najpopularniejszy bohater Hugo Pratta nie znalazł zbyt wielu fanów i kolejne tomy przechodzą bez większego echa. Nic dziwnego – komiks to specyficzny, momentami absurdalny i bardzo abstrakcyjny. Ale z drugiej strony Corto Maltese zajmuje zaszczytne miejsce w panteonie bohaterów europejskiego komiksu. Jak więc spisze się na rynku „Złoty Dom w Samarkandzie”?

Rzeczony album jest szóstym występem Corto Maltese w naszym kraju. Wydawnictwo niespecjalnie stara się o zachowanie chronologii, tak więc dostajemy różne tomy, które nie do końca są ze sobą związane. Dość wspomnieć, że od dawna zapowiadany jest „Pod znakiem Koziorożca”, będący drugim tomem według chronologii. „Złoty Dom w Samarkandzie” to z kolei ósmy album tej serii.

Nie polecałbym go komuś, kto nie miał wcześniej styczności z Corto. Fani znajdą tutaj wszystko to, co cenią w swoim ulubionym bohaterze, ale laik pogubi się tylko w wątkach i dziwnym sposobie prowadzenia fabuły. Mamy więc bardzo bogate podłoże historyczne – w tym tomie gościnny występ daje Enver Bej, turecki wojskowy, oraz, choć tylko telefonicznie, Józef Stalin. Mamy charakterystyczny rozwój akcji, która wielokrotnie gubi się, błądzi i wraca do punktu wyjścia. Nigdy do końca nie wiadomo, co jest żartem, a co prawdziwym zamierzeniem. Po przeczytaniu komiksu trudno jednoznacznie stwierdzić, co było główną osią fabuły. Mamy również zabawne postacie trzecioplanowe, które ożywiają i urealniają tło, oraz oczywiście mądrości życiowe rzucane przez wszystkich bohaterów, które brzmią, jak cytaty z książki z sentencjami. No i wreszcie mamy Corto Maltese – romantycznego i melancholijnego marynarza włóczęgę, który kręci się po całym świecie w niewiadomym celu, oraz nie mniej sympatycznego, a jednocześnie okrutnego, Rasputina, który mu towarzyszy. W „Złotym Domu w Samarkandzie” nasz bohater przemierza Azję od Turcji aż po dawny Kafiristan, w poszukiwaniu skarbu ukrytego przez Aleksandra Wielkiego. Skarb jest jednak mało znaczący i mimo usilnych poszukiwań, wielokrotnie schodzi na dalszy plan.

„Złoty Dom w Samarkandzie” nie odbiegając daleko od bardzo wysokiego (powiedziałbym nawet, że momentami genialnego) poziomu komiksów Hugo Pratta, jest jednak słabszą pozycją niż poprzednie tomy tej serii. Momentami przegadana, czasami trochę nużąca historia Corto ciągnie się dość długo, a rozkręca dopiero w okolicach setnej strony. Wcześniej mamy oczywiście parę interesujących wątków i charakterystycznych postaci, które pojawiają się i znikają jak w kalejdoskopie, ale nie przykuwają uwagi na zbyt długo. Zresztą łatwo pogubić się w tych wszystkich wątkach i tym, co akurat w danej chwili robi główny bohater, ponieważ znaczących graczy w tej fabule jest co najmniej pięciu.

Najsilniejszym atutem komiksów z Corto Maltese był od pierwszego albumu olbrzymi dystans jaki autor ma do swojego dzieła, przejawiający się w swobodnej interakcji między bohaterami a czytelnikiem. Także i tutaj mamy parokrotnie do czynienia z przekraczaniem konwencji, burzeniem czwartej ściany czy szydzeniem ze schematów. Tym samym komiks cały czas wydaje się świeży, ponieważ nigdy nie możemy być pewni, co za chwile się wydarzy. Pratt nie sięga po zużyte schematy, a historia często sprawia wrażenie pijackich majaków, mimo że zawsze jest przemyślnie rozplanowana. Autor przemyca również smaczki, które z pewnością muszą cieszyć takich czytelników, jak Umbeto Eco (pisał wstęp do pierwszego albumu), jak np. podszyte postmodernistycznym myśleniem, a rzucone od niechcenia: „Prawdy nie ma” czy mrugnięcie okiem do czytelnika, kiedy Corto mówi o końcu swojej historii.

Kreska, jak zawsze w przypadku Corto, waha się między ostrymi pociągnięciami, grubo kreślącymi bohaterów, a delikatnymi i szczegółowymi portretami. Autor wie dobrze, kiedy może pozwolić sobie na precyzję, a kiedy lepiej pozostawić sam szkic. Zawsze jednak jesteśmy w stanie poznać poszczególnych bohaterów i ich charakterystyczne cechy. Na szczególną uwagę zasługują sceny, w których Pratt używa gęsto onomatopei, które ożywiają rysunek, ale nie przytłaczają go. Polecam też zatrzymać się chwilę przy scenach bitewnych z czerwonoarmistami – wyśmienicie pokazują świetne wyczucie kadru i lekkość rysunku Pratta.

Nie wiem, jak długo przyjdzie nam teraz czekać na „Pod znakiem Koziorożca”, warto więc zaopatrzyć się w „Złoty Dom w Samarkandzie”, żebyśmy zupełnie nie zapomnieli, jak Corto Maltese wygląda. Jeśli jednak komiks ten wywoła nadmierne zmęczenie u czytelnika, polecam odłożyć i wziąć do ręki Dylan Doga – też włoskie, też śmieszne, też zabawa z konwencją, no i Umberto Eco też go lubi. Ja czekam na następny tom z Corto, bo ten nie do końca zadośćuczynił długiemu (bardzo długiemu) oczekiwaniu

Tadeusz Fułek

Opublikowano:



Corto Maltese - Złoty dom w Samarkandzie

Corto Maltese - Złoty dom w Samarkandzie

Scenariusz: Hugo Pratt
Rysunki: Hugo Pratt
Wydanie: I
Data wydania: Kwiecień 2011
Seria: Corto Maltese
Tłumaczenie: Monika Gurgul
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka
Stron: 144
Cena: 36 zł
Wydawnictwo: Post
ISBN: 978-83-61762-02-7
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-