Obaner

Recenzja

Blacksad #4: Piekło, spokój

Paweł Panic, Jan Steifer recenzuje Blacksad #4: Piekło, spokój
Paweł Panic:

Tego, że na świecie są równi i równiejsi chyba nikomu nie trzeba udowadniać. Podobnie jak nie trzeba dowodzić, że każdy kolejny tom serii „Blacksad” jest zawsze równy – równie dobry.

Aż dziw bierze, że od premiery pierwszej części przygód kociego detektywa minęło 10 lat. Cztery tomy na dekadę nie są jakimś zastraszającym tempem, ale w tym wypadku mała ilość zawsze przechodzi w porządną jakość. W „Czerwonej duszy” pełno było wielkiej polityki, historii i inteligenckiej bohemy. Tym razem będzie zdecydowanie bardziej kameralnie.

Opis zamieszczony na okładce może być nieco mylący. Owszem, Blacksad ma przed sobą długą noc, ale zanim ona nastąpi spędzi w Nowym Orleanie kilka niemniej długich dni. W tym tomie najbardziej zaskakuje zastosowanie kilku planów czasowych, które nie zawsze są wyraźne zarysowane. Podczas gdy Blacksad rozwiązuje swoją zagadkę, czytelnik musi dojść do tego, jaka jest właściwa kolejność wydarzeń. Wbrew pozorom, taki zabieg wcale nie wprowadza w ten komiks chaosu. Mało tego, wydaje mi się, że gdyby w „Piekle, spokoju” była tylko jedna linia czasowa, ew. jedynie „tu i teraz” oraz wyraźnie zaznaczone retrospekcje, to ten komiks dużo by stracił ze swego niezwykłego uroku.

A na urok Blacksada zawsze składał się klimat czarnego kryminału połączony z niezwykle wyrazistymi, antropomorficznymi bohaterami. W drugim tomie wzbogacało go zręczne podjęcie tematu rasizmu, w trzecim rzucenie bohatera w ramy historycznych wydarzeń, podczas których świat stał u progu nuklearnej zagłady. Najnowsza odsłona przygód Blacksada została przyprawiona magią Nowego Orleanu. Bohater trafia do świata, w którym króluje jazz. Muzyka przesiąka cały ten album, nie tylko dlatego, że większość jego bohaterów to jazzmani, także z uwagi na fakt, iż w dwóch przypadkach scenarzysta wkłada w usta postaci słowa klasycznych szlagierów. Zresztą nawet kiedy nikt nie śpiewa, to jazz przez cały czas jest tutaj obecny.

Z pewnością „Blacksad” nie byłby tak cenionym komiksem, gdyby nie rysunki Juanjo Guarnido. Cóż można o nich napisać? Że trzymają poziom? To wszyscy wiedzą. Może, że kolory są niesłychanie ostre, wyraziste, po prostu soczyste? To chyba też żadna nowość. Zatem pozostaje jedynie zaznaczyć, że w południowych dekoracjach czarny kot prezentuje się równie nienagannie, jak w Nowym Jorku czy przykrytym śniegiem The Line.

Omawiany komiks nie mógł zawieść i nie zawiódł. I wcale nie trzeba być fanem kryminałów czy jazzu, aby podczas jego lektury świetnie się bawić. Mistrzowsko przyrządzone danie będzie smakować każdemu, choćby ten ktoś nie był zbytnim wielbicielem poszczególnych składników. No, chyba że jest się uczulonym na któryś z komponentów. Ale czy można mieć alergię na takiego kota jak Blacksad? Szczerze wątpię.

Jan Steifer:

Kryminał noir to chyba najbardziej charakterystyczny rodzaj opowieści filmowej ze wszystkich. Ciężko znaleźć równie rozpoznawalny typ, który z miejsca można tak łatwo opisać. Dramat? Komedia? Thriller? Słysząc "kryminał noir" przed naszymi oczami pojawia się lekko zmęczony, cyniczny detektyw z papierosem w zębach i niedbale nałożonym garniturem, niekiedy z płaszczem i kapeluszem. Kiedy mamy tak głęboko zakorzeniony w naszej świadomości obraz, jak można opowiedzieć o tym samym oryginalnie? "Blacksad" daje odpowiedź bardzo prostą: zwierzątka!

Francuska seria komiksowa, której autorami są dwaj Hiszpanie – Juan Díaz Canales (scenariusz) i Juanjo Guarnido (rysunki) – to detektywistyczna opowieść, jakich wiele. Śledzimy losy Johna Blacksada, prywatnego detektywa, który w każdym odcinku ma nową sprawę do rozwiązania. Jak na postać głównego bohatera opowieści noir przystało, jest twardzielem, który zazwyczaj, jeżeli ma coś do powiedzenia, to konkretnego albo błyskotliwego (a najlepiej i jedno, i drugie); dawniej zakochany, teraz zamknięty w sobie – czasem popija, ale z głową. Tak jak reszta bohaterów i wątków w tej serii, Blacksad jest kliszą, odbiciem fabuł setek książek i filmów. Nie jest to w żadnym razie zarzut, bo pomimo faktu, że tego sympatycznego detektywa znamy od lat. Przecież nie raz widzieliśmy historie o wyniszczających się narkotykami muzykach czy bogaczach mających ponurą przeszłość w życiorysie. Mimo tego komiks tymi powtórzeniami nie drażni.

Nie widzę sensu prezentować zarysu fabuły, bo w tym komiksie nie do końca o to chodzi. Jakkolwiek intrygująca tajemnica by nie była, chodzi tu przede wszystkim o ducha – nie tylko całego noir (czy może "neo-noir", jak zwykło się niekiedy nazywać kolorowe "czarne" kryminały), ale także miejsca akcji, Nowego Orleanu pełnego muzyki blues i jazz, która dodatkowo ilustruje komiks, medium z pozoru nieme. Dla mnie to emocje zionące z każdej strony, kadru i kreski tego albumu są najpotężniejszym magnesem przyciągającym do lektury.

To przede wszystkim warstwa graficzna i reżyseria scenariusza jest największym atutem "Blacksada". Nie chodzi nawet o te antropomorficzne zwierzaki, choć ta, na pierwszy rzut oka, disneyowska forma przykuwa wzrok, to dopiero szczegółowość i jednocześnie dynamika kadrów powala. Piękne, malowane obrazy z żywymi postaciami sprawiają, że niemal każdą stronę będziemy chcieli oglądać, i oglądać, i oglądać... a potem znów do niej wracać i oglądać, i oglądać...

Pod względem historii "Blacksad: Piekło, spokój" jest standardowym kryminałem – bez większych ambicji na wyłamywanie się poza ramy ustalone przez choćby Raymonda Chandlera. Kryminałem na poziomie – nie traktującym czytelnika jak idioty i opowiadającym o dojrzałych sprawach, choć czasem teatralnym w dialogach. Zasadniczo pasuje to jednak do formy pastiszu i hołdu dla gatunku. "Blacksada" przede wszystkim się czuje i ogląda, czasem zapraszając też słuch do uczestnictwa, jakby zachęcając nas do puszczenia jazzu czy bluesa, by zanurzyć się w atmosferze uśmiechającego się smutno Nowego Orleanu w całości.

8/10

Opublikowano:



Blacksad #4: Piekło, spokój

Blacksad #4: Piekło, spokój

Scenariusz: Juan Diaz Canales
Rysunki: Juanjo Guarnido
Kolor: Juanjo Guarnido
Wydanie: I
Data wydania: Październik 2010
Seria: Blacksad
Wydawca oryginału: Dargaud
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Druk: kolor, kreda
Oprawa: twarda
Format: 220 x 295 mm
Cena: 39,9 zł
Wydawnictwo: Egmont
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Blacksad #4: Piekło, spokój Blacksad #4: Piekło, spokój Blacksad #4: Piekło, spokój

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-