Nowe Teksty

W tym mieście mieszkają mordercy
Wronka o "Palcojad. Tom 1"
Plastikowy Spider-Man
Panic o "Amazing Spider-Man #01: Globalna sieć. Wrogie przejęcie"
Diabeł w szczytowej formie
Kleszcz o "Hellboy. Tom 6: Burza i pasja. Piekielna narzeczona"
Spisek w Fabryce Snów
Wronka o "Podniebny Harry #02: Holywoodland"
Zbir versus ZombieŚwiat
Słoński o "The Goon. Tom 1"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

baner

Recenzja

Titeuf #10: Moi najlepsi kumple

Tadeusz Fułek recenzuje Titeuf #11: Moi najlepsi kumple
Titeuf – niesforny młodzieniec z trochę za dużą głową i trochę za małymi oczami znowu powraca w serii "Klub Kawalarzy" sygnowanej przez Egmont. Wydawnictwo promuje tego bohatera konsekwentnie od czasu, gdy po raz pierwszy pojawił się w „Świecie Komiksu”. Razem z „Kidem Paddle”, który również debiutował w tym czasopiśmie, są głównymi postaciami, którymi wydawca stara się dotrzeć do młodych chłopców w wieku podstawówkowym i gimnazjalnym i wprowadzić realną konkurencję dla "Kaczora Donalda".

W ramach „Klubu Kawalarzy” Egmont wydaje na przemian zeszyt z Titeufem autorstwa artysty skrywającego się pod pseudonimem Zep i wyżej wymienionego „Kida Paddle” stworzonego przez Midama. Nie różnią się one niczym od tego, co starsi czytelnicy mogą pamiętać z czasów „Świata Komiksu” – jednostronicowe historyjki zakończone mniej lub bardziej zabawną puentą. O ile jednak w tymże periodyku ukazywały się najlepsze wybrane przygody, to wydany właśnie zeszyt z podtytułem „Moi najlepsi kumple” jest przedrukiem z oryginalnego francuskiego wydania z 2006. Formułą nie odbiega on od poprzednich albumów – cały czas mamy do czynienia z Titeufem, który wzorem innych chłopięcych, „paskowych” komiksów („Kid Paddle”, „Calvin & Hobbes”, a nawet „Mikołajek”) nad naukę przedkłada wygłupy z kolegami, a wszystko, co go spotyka, próbuje pojąć własną, dziecięcą logiką. W odróżnieniu od innych tego typu bohaterów autor „Titeufa” bez krępacji porusza też tematy seksualności, która nie jest w tych komiksach żadnym tabu. Wręcz przeciwnie – wydany przez niego „Poradnik dla seksolatków” (ukazał się w Polsce nakładem Egmontu) z powodzeniem może zastąpić wszystkie siermiężne podręczniki do Edukacji do Życia w Rodzinie (jak to się pięknie nazywa).

Brak skrępowania w poruszaniu pewnych tabu nie oznacza automatycznego sukcesu. Mam wrażenie, że po ogromnych zyskach i popularności, jakiej Titeuf doczekał się we Francji, autor odcina już kupony od tego sukcesu. Skomplikowany świat dorosłych ukazany z perspektywy dorastającego dziesięciolatka nie jest niczym nowym, ani odkrywczym. W zamierzeniu autor chciał zapewne stworzyć komiks, w którym dzieci rozpoznają znane sobie zachowania i będą się śmiać z dowcipnych przygód, a dorośli ze zrozumieniem przytakną trafnym diagnozom stawianym przez spostrzegawczego dzieciaka. W rzeczywistości otrzymujemy zbiór sytuacji (czasami ze sobą połączonych), gdzie żarty są dość niskiego lotu, krążąc najczęściej wokół slapstickowych sytuacji, w których Titeuf kończy pobity (prawie połowa historyjek). Takich stron, gdzie poruszane są tematy poważniejsze,jest tyle, co kot napłakał, a żadna z nich nawet nie dorównuje geniuszowi „Calvina & Hobbesa” czy „Mikołajka”.

Zaznaczyć trzeba, że nie jestem docelowym odbiorcą tego typu komiksów – za gówniarza zaczytywałem się w przygodach Kida Paddle Titeufa, Sprycjana i Kaczora Donalda i bawiłem się wyśmienicie. Teraz oczekuję jednak czegoś innego – tego, co dzieci robią najlepiej, czyli brutalnego odsłaniania absurdalności naszego świata, ośmieszenia zadawaniem pytań tak prostych, że dorosłemu nawet nie przyjdą do głowy. „Titeuf. Moi najlepsi kumple” niestety zatrzymuje się na poziomie mało wyrafinowanych żartów dla dzieci, a gdy próbuje unieść się ambicją - najczęściej rozbija się o banał lub nudę.

Warstwa graficzna jest standardowa – oparta na ligne claire, ale wychodząca trochę dalej – autor swobodnie sobie poczyna z klasyczną formułą ramek i eksperymentuje nieraz z paletą kolorów. Wszystko jednak w granicach przyswajalności - nastoletni odbiorcy nie będą mieć problemów z odczytaniem obrazków.

Nie trudno rozśmieszyć dzieci slapstickowym żartem. Czasami nawet i dorośli zachichoczą, gdy ktoś sobie plecy połamie, wywracając się na skórce od banana. Wyzwaniem jest jednak rozśmieszyć zarówno dorosłych i dzieci oraz zmusić ich do refleksji. To zdecydowanie nie udało się autorowi komiksu "Titeuf. Moi najlepsi kumple". Trudno nawet powiedzieć czy którakolwiek z plansz zawartych w tym zbiorze przypadnie komuś do gustu na tyle, aby powiesić ją sobie obok ekspresu z kawą w pracy. Nie przekreślałbym jednak serii „Klub Kawalarzy”, ponieważ następnym zeszytem będzie „Kid Paddle”. Także Zepowi i jego Titeufowi warto dać jeszcze jedną szansę – każdemu może się zdarzyć kiepski dzień.


Opublikowano:



Titeuf #11: Moi najlepsi kumple

Titeuf #11: Moi najlepsi kumple

Scenariusz: Zep
Rysunki: Zep
Wydanie: I
Data wydania: Czerwiec 2010
Seria: Titeuf, Klub Kawalarzy
Wydawca oryginału: Glenat
Druk: kolor, offset
Oprawa: miękka
Format: 165 x 225 mm
Stron: 48
Cena: 17,90 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-4615-7
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-