Recenzja

Skarga Utraconych Ziem - wydanie zbiorcze, tomy #1-4

Paweł Panic recenzuje Skarga Utraconych Ziem #1-4
„Skarga Utraconych Ziem” to pierwszy tom ekskluzywnej kolekcji poświęconej Grzegorzowi Rosińskiemu. Chociaż każdy fan tego twórcy zna już wszystkie tytuły, które w jej ramach trafią na rynek, to okazja ustawienia na regale pięknie wydanych albumów z ilustracjami ulubionego rysownika jest niezwykle kusząca...

Na omawiany komiks składają się cztery albumy: „Sioban”, „Blackomore”, „Pani Gerfaut” i „Kyle z Klanach”. Ze względu na fakt, że dwa pierwsze tytuły miały tworzyć zamkniętą całość, a dopiero później zadecydowano o stworzeniu kolejnej dylogii, nietrudno odnieść wrażenie, że opowieść o knowaniach pani Gerfaut powstała nieco na siłę. Takie przynajmniej odczucia towarzyszyły mi podczas pierwszej lektury „Skargi”, jeszcze w formie oddzielnych albumów. Teraz, kiedy całość wydano w jednym tomie, wydaje się ona spójniejsza. Mimo to, nadal uważam, że świat wykreowany przez Jeana Dufauxa, bez „Pani Gerfaut” i „Kyle z Klanach” nic by nie stracił.

Fabuła „Skargi Utraconych Ziem” to typowe fantasy osadzone w historycznych realiach. Co prawda wszelkich miejsc wymienionych w albumie próżno szukać w atlasach historycznych, jednak fakt, że w świecie „Skargi” istnieje religia chrześcijańska, pozwala umiejscowić tą opowieść w średniowiecznej Europie. Poza tym, jak na fantasy, to występuje tutaj skąpa ilość fantastycznych stworzeń (Uki, Szlimroki). Chociaż fabuła nasycona jest wyraźnie celtyckim klimatem, to fani nordyckiego „Thorgala” nie powinni mieć powodów do narzekań. Stare pieśni, przeznaczenie, przyczajone zło, a do tego dzielni wojownicy – takie zestawienia zawsze się sprawdzają, niezależnie od tego, czy dotyczą ciemnowłosych wikingów, czy małoletnich celtyckich księżniczek.

Niestety, właśnie w powtarzalności tkwi największa wada „Skargi Utraconych Ziem”. Brak tutaj jakiegokolwiek elementu, który nie wydawałby się znajomy. Na szczęście całość czyta się bardzo przyjemnie, głównie ze względu na ciekawy świat przedstawiony i niezwykły klimat opowieści. O ile niezbyt oryginalną, ale przy tym dosyć wciągającą fabułę da się spokojnie przełknąć, o tyle papierowi bohaterowie mogą u co wrażliwszych czytelników powodować zgagę. Intrygujący jest jedynie Seamus, będący celtyckim odpowiednikiem rycerza Jedi. Postać to tajemnicza, potężna i do końca nie odkryta (można się o nim dowiedzieć więcej z kolejnych tomów, stanowiących prequel opisywanej opowieści, a rysowanych już przez Delaby’ego). Poza tym, zdecydowanie więcej można było wykrzesać z syna pani Gerfaut, który ukazany został jako tchórzliwe i kapryśne narzędzie w rękach swej matki. Szkoda tym większa, że na początku, w scenach przedstawiających wyprawę do grobowca wiedźmy Briggi, jawił się jako osobnik znacznie bardziej ambity i odważny, niż się później okazało. Mimo wszystko, to nie fabuła i nazwisko scenarzysty są elementami, które mają stanowić o sile tego albumu. Wszak jest to „Ekskluzywna kolekcja komiksów Grzegorza Rosińskiego” i to rysunki mają przyciągać do „Skargi Utraconych Ziem”.

Grzegorz Rosiński ma po pierwsze talent, a po drugie renomę – tego nikt nie może zakwestionować. Poniżej pewnego poziomu nie schodzi, co nie znaczy, że nie trafiają mu się komiksy zwyczajnie słabsze. I za taki właśnie słabszy komiks wielu uznaje „Skargę Utraconych Ziem”. Jak wiadomo – Rosiński w scenerii fantasy czuje się jak ryba w wodzie. Lata pracy nad „Thorgalem” sprawiły, że „Skargę” mógł narysować sprawnie i szybko. Niestety, ten pośpiech jest czasami nazbyt widoczny. Co prawda kadrowanie jest doskonałe, a ilustracje wykonane są z niezwykłym rozmachem, lecz brak im szczegółowości, do której przywykli miłośnicy ciemnowłosego wikinga. Kreski sprawiają wrażenie pośpiesznych i czasami niedokładnych, a wygląd bohaterów pozostawia nieco do życzenia. Na szczęście pejzaże wyglądają świetnie. Pustkowia, klify, szare niebo – te elementy doskonale oddają klimat wyspy położonej gdzieś na północnym Atlantyku. Dobrze prezentują się również kolory, za które odpowiada Grażyna Kasprzak. O ile niektórym czytelnikom brak szczegółowości czy drobne błędy w anatomii mogą przeszkadzać, tak mi osobiście bardzo podoba się dynamizm, którym przesycone są ilustracje. Dla każdego, kto szuka tego, co w kresce Rosińskiego najlepsze, do albumu dołączono obszerny zbiór szkiców.

Szkice to nie jedyna atrakcja, którą przygotował wydawca. Jeszcze zanim otworzy się komiks, zwraca uwagę gruba okładka z płóciennym grzbietem. Duże inicjały autora, gustowny mały obrazek przedstawiający Sioban i srebrny, wytłaczany napis „Grzegorz Rosiński”, a wszystko to utrzymane w szarej kolorystyce. Okładka nie pozostawia wątpliwości, że to rysownik, a nie dzieło jakie stworzył, gra tutaj pierwsze skrzypce. Grzbiet prezentuje się doskonale, niemniej nadrukowane na niego litery dosyć szybko przyklejają się do dłoni, w efekcie czego po skończonej lekturze pozostają z nich tylko fragmenty. Po otwarciu okładki oczom czytelnika ukazuje się duża, dwustronna grafika, przedstawiająca Seamusa przemierzającego wzgórze (identyczny obrazek znajduje się również na końcu albumu). Następnie kolejne ilustracje (w tym masa szkiców), kilka słów od scenarzysty, a także wprowadzenie do niezwykłego świata Erein Dulei. Jest tego wszystkiego na tyle dużo, że właściwy komiks zaczyna się na stronie 27. Pod koniec albumu zamieszczono jeszcze okładki poszczególnych części oraz kilka kolejnych szkiców. Do tego dodać należy osobną kartę ze szkicem, którą można sobie oprawić i powiesić na ścianie. Jest w końcu i zakładka - w postaci przymocowanej do okładki wstążki – standard w każdej książeczce do nabożeństwa, a w komiksach prawdziwy ewenement. Bez wątpienia „Skarga Utraconych Ziem” to jeden z najlepiej wydanych albumów z jakimi miałem do czynienia.

Reasumując: zbiorcze wydanie „Skargi Utraconych Ziem” to dobre komiksowe czytadło, mogące pochwalić się jakością wydania, na którą zasługuje mnóstwo lepszych tytułów. Nazwisko rysownika potrafi jednak zdziałać cuda. Kiedy pierwszy raz czytałem „Sioban” i „Blackmore’a” byłem zachwycony tymi komiksami. Ale czy taka reakcja mogła dziwić u nastolatka przeżywającego etap fascynacji fantasy? Myślę, że poza zadeklarowanymi fanami Grzegorza Rosińskiego, to właśnie do takich osób skierowany jest ten komiks. Reszta może sobie „Skargę Utraconych Ziem” spokojnie darować.


Opublikowano:



Skarga Utraconych Ziem #1-4

Skarga Utraconych Ziem #1-4

Scenariusz: Jean Dufaux
Rysunki: Grzegorz Rosiński
Wydanie: I
Data wydania: Październik 2009
Seria: Skarga Utraconych Ziem, Kolekcja komiksów Grzegorza Rosińskiego
Tytuł oryginału: La Complainte des Landes Perdues
Wydawca oryginału: Dargaud
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Druk: kolor,kreda
Oprawa: twarda
Format: 21x29 cm
Stron: 264
Cena: 99,00 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-3618-9
Kolekcja komiksów Rosińskiego
WASZA OCENA
7.00
Średnia z 1 głosów
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Skarga Utraconych Ziem - wydanie zbiorcze, tomy #1-4 Skarga Utraconych Ziem - wydanie zbiorcze, tomy #1-4 Skarga Utraconych Ziem - wydanie zbiorcze, tomy #1-4

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-