baner

Recenzja

Czarcia morda

Dawid Głownia recenzuje Czarcia morda
Powiadają, że najlepszym materiałem na bohatera literackiego lub filmowego jest człowiek z „przeszłością”. Koniecznie w cudzysłowie. Przeszłość od „przeszłości” różni to, że tę pierwszą ma każdy z nas, druga natomiast dana jest tylko nielicznym. Zwykle jest ona tajemnicza lub mroczna, w szczególnych zaś przypadkach łączy w sobie obie te cechy. Tego typu „przeszłość” posiada bohater komiksu Charyna i Boucqa. Jurija poznajemy jako przemarznięte i zastraszone dziecko, które w ostatnich dniach II wojny światowej zostaje przygarnięte przez ukraińską chłopkę. Względny spokój, jaki staje się jego udziałem, jest jednak bardzo kruchy. Pewnego zimowego wieczora chłopiec w obronie własnej zabija męża swojej dobrodziejki i zostaje zmuszony do ucieczki. Z ciężarówki pełnej czerwonoarmistów trafia do sierocińca w Charkowie, a następnie do tajnej placówki NKWD, w której szkoli się szpiegów. Po latach treningu, zostaje wysłany do Nowego Jorku, gdzie jako uśpiony radziecki agent, wyczekuje na swoje pierwsze zlecenie.

Choć zarys historii do najoryginalniejszych nie należy, rozbudza pewne nadzieje. Wszak dobry bohater to połowa sukcesu. Nadzieje potęgowane są przez fakt wydania „Czarciej Mordy” w ramach serii „Plansze Europy”, która dostarcza polskim fanom opowieści obrazkowych, najlepszych tytułów powstałych po naszej stronie Atlantyku. Kiedy dodamy do tego wszystkiego opis wydawcy, według którego "komiks opowiada o przemianie duchowej młodego człowieka, który najpierw zostaje całkowicie zindoktrynowany przez komunistyczny system, a potem ma szansę ujrzeć świat z innej perspektywy”, przy czym owa przemiana zachodzi „dzięki ludziom głęboko wierzącym - a to w Boga chrześcijańskiego, a to w indiańskiego Wakan-Tankę”, oczekiwania sięgają zenitu. Niestety, zapomina się przy tym, że owe opisy zdobiące okładki, tworzone są przez suto opłacanych copywriterów, którzy nawet trzeciorzędne naparzanki z bohaterami noszącymi bieliznę na zewnętrznej stronie spandeksu, są w stanie przedstawić jako traktaty filozoficzne o naturze człowieczeństwa. Niestety tak jest i w tym przypadku. Piękne słowa wydrukowane na okładce przyozdabiają komiks, który kryje w sobie pustkę: formalną, intelektualną i emocjonalną. “Czarcia Morda” zawodzi na tak wielu płaszczyznach, że w krótkiej recenzji nie sposób odnieść się do wszystkich jej wad.

czarciamordarysunek

Jerome Charyn nie jest scenarzystą komiksowym, lecz pisarzem, co niestety widoczne jest już przy pierwszym kontakcie z „Czarcią Mordą”. Zdarza się, że osoby tworzące w ramach innego medium, mierząc się z obrazkowymi historiami, wnoszą do nich nową jakość, powiew świeżości rozsadzający skostniałe ramy tej – mimo wszystko – dosyć zachowawczej formy sztuki. Było tak w przypadku Jodorowskyego, Gaimana czy, w nieco mniejszym stopniu, Felliniego. Tymczasem Charyn, w stworzonej przez siebie historii, nie dość, że nie wnosi nic nowego, to jeszcze udowadnia, że nie opanował mechanizmów narracyjnych rządzących współczesnym komiksem. Formalnie nie wychodzi on poza wypracowany dobre kilkadziesiąt lat temu model komiksu frankońskiego, próbując jednocześnie zawrzeć w swym albumie treści do tego modelu zwyczajnie nie przystające. „Czarcia Morda” w swojej istocie jest niczym więcej jak opatrzonym ilustracjami zarysem powieści, do tego w jej klasycznej XIX-wiecznej postaci. Twórca historii poprzestał na opowiedzeniu jej od punktu A (wprowadzenia) do punktu B (rozwiązania), operując praktycznie samymi dialogami i opisami (których to funkcje w ramach komiksu pełnią ilustracje), nie wychodząc poza płaszczyznę obiektywnego świata fizycznego. W komiksie, który aż się o nie prosi, brak jakichkolwiek eksperymentów formalnych. W opowieści, której lwia część powinna toczyć się w głowie protagonisty, brak jakiegokolwiek dialogu wewnętrznego, który można było wprowadzić, za pomocą tak prostego zabiegu jak komentarz z offu. Lektura podobnych albumów sprawia, że przestajemy się dziwić postrzeganiu komiksu na modłę Rafała Marszałka, który 25 lat temu pisał, że medium to „odznacza się fabułą bogatszą w zdarzenia niż znaczenia”. Trudno jednak oczekiwać, by ludzie spoza świata komiksu traktowali go poważnie, kiedy nie czynią tego sami twórcy. Odnoszę bowiem wrażenie, że Charyn stworzył „Czarcią Mordę” na zasadzie: „mam dobry materiał wyjściowy na powieść, nad którym trzeba by jednak dużo popracować, ale jeśli zrobię to w formie komiksu, to przejdzie bez dalszych zmian”.

Wywód ten służyć miał wskazaniu na podstawową wadę „Czarciej Mordy”, która w mym odczuciu przekreśla cały ten projekt. Album ten zwyczajnie nie unosi ciężaru poruszanej w nim tematyki. Na 114 stronach próbowano bowiem zmieścić szpiegowską intrygę, dramat psychologiczny i moralitet, na domiar złego upychając w nich jeszcze wątki paranormalne i mistyczno-religijne. W końcowym rozrachunku powstał wielki kogel-mogel, w którym jako tako broni się jedynie wątek szpiegowski. Przy czym nie chodzi tu nawet o samą intrygę, bo ta prosta jest niczym konstrukcja cepa i przewidywalna z dwudziestostronicowym wyprzedzeniem, lecz o jej otoczkę – zgodne z wszelkimi kanonami przedstawienie spotkań z kontaktami, systemów kodowania, gubienie „ogonów”, oraz, co najważniejsze, proces szkolenia agentów służb specjalnych.

Opublikowano:

Strona
1 z 2 >>  



Czarcia morda

Czarcia morda

Scenariusz: Jerome Charyn
Rysunki: Francois Boucq
Wydanie: I
Data wydania: Kwiecień 2009
Seria: Plansze Europy
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 290 x 215 mm
Stron: 120
Cena: 75 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-2531-2
Pozycja z kolekcji "Plansze Europy"
WASZA OCENA
6.00
Średnia z 1 głosów
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Czarcia morda Czarcia morda Czarcia morda

Tagi

Czarcia Morda Plansze Europy

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Burps -

rzeczywiście człowiek spodziewa się więcej po tym komiksie , określenie "niewykorzystany potencjał" dobrze tu pasuje

beken_d -

Chyba to bedzie pierwsza powazna wpadka, oczywiscie mowa jest tylko o Planszach

nrt -

Dobra recenzja i trafna. Czarcia Morda to garść ciekawych pomsyłów, ładna grafika, co najwyżej średni scenariusz i ogólnie niewykorzystany potencjał.

A "ukraiński wstęp" jest śmiechu warty. Biedna chłopka przygarnia znajdę, chociaż ma już 8 synów. Jej mąż chlasta ją nożem bo powiedziała coś w rodzaju "nie rób mu krzywdy" a potem żywcem podpalony ściga Jurija przez las zamist ugasić się w pierwszej lepszej zaspie śniegu. Ale głupi ci Ukraińcy...