Nowe Teksty

Okładka miesiąca: listopad 2019
Chmielewski wybiera okładkę miesiąca
Who Watches the Series?
Pawełek o serialu "Strażnicy"
Udany powrót Godzilli
Pawełek o filmie "Godzilla II. Król Potworów"
Wizyta w Królestwie Traw
Słoński o "Grass Kings. Tom 3"
Swoboda idzie z duchem czasu
Sławiński o "Osiedle Swoboda. Centrum"

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Obaner

Recenzja

Arrowsmith #1: Za mundurem panny sznurem

Paweł Panic recenzuje Arrowsmith #1: Za mundurem panny sznurem
„Arrowsmith” to kolejna opowieść o chłopcu, który idzie na wojnę. Jednak sposób w jaki ją opowiedziano sprawia, że śledzenie znanej wszystkim fabuły jest naprawdę przyjemne.

Kurt Busiek osadził akcję swojego dzieła w czasach I wojny światowej. Już za to należy mu się plus. Przecież zawsze mógł wybrać tą popularniejszą z wielkich wojen, lub nieśmiertelny Wietnam. Nie mógł jednak odmówić sobie skorzystania z tak lubianego przez twórców (głównie filmów i gier komputerowych) motywu lotników. I już tutaj trzeba wspomnieć o pierwszym zaskoczeniu. Po komiksowym niebie nie latają dwu, ani też trójpłatowce, lecz kolesie z orichalkiem w butach i małymi smokami na ramionach. Cały świat przedstawiony przesiąknięty jest bowiem magią. Taki stan rzeczy ma miejsce już od jedenastu wieków. Rzecz jasna ludzkość rozwija się dalej, tyle że w rozwoju tym uczestniczą też trolle, wróżki i magowie. Co ciekawe, stan techniki, a nawet moda, są wierne historycznym, całkowicie niemagicznym realiom (oczywiście jeśli przymknie się oko na fakt, że niektóre statki unoszą się nad wodą, a armaty umieszcza się na plecach wielkich jaszczurów). Trochę zmieniono nazwy państw i przebieg ich granic, ale ogólnie to Niemcy są tymi złymi, a ochotnicy z Ameryki pomagają atakowanej Francji. Tytułowy bohater - Fletcher Arrowsmith - jest takim właśnie ochotnikiem. Zwykłym chłopakiem ze wsi, który pod wpływem propagandy postanawia wyruszyć na front. Na początku jest pełen zapału i młodzieńczych ideałów. Później wszystko przebiega według znanego schematu: uciążliwe szkolenie, chrzest bojowy, śmierć przyjaciela, odkrycie, że wróg też jest człowiekiem (no, tutaj to nie zawsze) i przemiana w zgorzkniałego wojaka, który widzi wojnę taką, jaką jest naprawdę. Można by długo wyliczać dzieła, których fabuła przebiega w podobny sposób. „Arrowsmith” ma jednak jedną wielką zaletę, którą jest świat przedstawiony. Busiek wymieszał fantasy z pierwszą wojną światową i wyszedł mu z tego niezwykle smaczny koktajl. Dodatkowo sama fabuła, mimo że przewidywalna, jest całkiem sprawnie prowadzona. Jest tutaj wszystko, czego można wymagać od komiksu rozrywkowego: charakterystyczni bohaterowie, wartka akcja, nieodzowne wątki przyjaźni i miłości, efektowne pojedynki etc. Poza tym bardzo przypadł mi do gustu sposób narracji, która prowadzona jest w formie listów pisanych przez bohatera do krewnych i przyjaciół w ojczyźnie.

Ilustracjom w „Arrowsmith” nie można nic zarzucić. Jest realistycznie, kolorowo i efektownie. Świetnie prezentują się okładki poszczególnych zeszytów i aż żal, że cały album zdobi ilustracja, która wyraźnie im ustępuje. Częste są jedno, a nawet dwustronicowe kadry, będące prawdziwą ucztą dla oczu (polecam zwłaszcza rysunek ze wspomnianym jaszczurem dźwigającym armatę). Można mieć zastrzeżenia, że jaskrawe kolory nie pasują do przygnębiających, wojennych realiów. Mnie jednak żywa paleta barw wcale nie przeszkadza. Uważam nawet, że dzięki niej lepiej czuć wszechobecną w tym świecie magię. Bez wątpienia rysunki to mocna strona omawianego komiksu.

Pora na wady. Właściwie ten album ma jedną poważną wadę, a jest nią jakość polskiego wydania. O ile twarda okładka, kredowy papier i jakość druku nie pozostawiają nic do życzenia, o tyle częste literówki naprawdę rażą. Że nie są to jakieś drobnostki niech świadczy fakt, że już na stronie tytułowej pomylono scenarzystę z rysownikiem. Inny zarzut, już pod adresem samej opowieści, to wspominana przewidywalność. Fabuła jest schematyczna, tak samo jak bohaterowie. Ci, którzy będą czekać aż historia zrzuci ich z fotela, nigdy nie wylądują na podłodze...

Mimo swoich wad „Arrowsmith: Za mundurem panny sznurem” to świetny komiks rozrywkowy. Scenarzysta sumiennie wykonał swoją pracę, dzięki czemu opowieść jest płynna i mimo swojej prostoty naprawdę wciąga. Do tego dochodzi niezwykły, oryginalny świat. Zresztą, któż nie lubi historii alternatywnych- a co dopiero historii alternatywnych doprawionych magią? Dla każdego kto szuka prostych, wciągających czytadeł, a dość ma już opowieści o superbohaterach, „Arrowsmith” będzie wymarzonym komiksem. Niestety, jak na razie, na serię tą składa się tylko sześć zeszytów, które znaleźć można w omawianym albumie. Mimo to nie tracę nadziei na więcej i polecam dotychczasowe przygody Fletchera Arrowsmitha.

Opublikowano:



Arrowsmith #1: Za mundurem panny sznurem

Arrowsmith #1: Za mundurem panny sznurem

Scenariusz: Kurt Busiek
Rysunki: Carlos Pacheco
Tusz: Jesus Merino
Kolor: Alex Sinclair
Wydanie: I
Data wydania: Październik 2008
Seria: Arrowsmith
Tytuł oryginału: Arrowsmith, Book 1: So Smart in Their Fine Uniforms
Rok wydania oryginału: 2004
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Oprawa: twarda
Format: 17x26 cm
Stron: 160
Cena: 65 zł
Wydawnictwo: Mucha Comics
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Tagi

Arrowsmith

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-