reklama baner reklama

Nowe Teksty

Podwójne uderzenie
Kleszcz o 1. tomie "Superman. Action Comics" (Rebirth)
Nie zadzieraj z gazeciarkami
Sus o 1. tomie "Paper Girls"
Fajerwerki na kosmiczną skalę
Kleszcz o 1. tomie "Hal Jordan i Korpus Zielonych Latarni" (Rebirth)
Zadra poszukuje prawdy
Gierszewski o 2. tomie "Gnata"
Legendy z innej epoki
Zimiński o "Legendy naszych czasów"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Na Szybko Spisane #2: 1990-2000

Karol Wiśniewski recenzuje Na szybko spisane 1990 - 2000
Lata 80-te... Pamiętam z nich bardzo niewiele, gdyż jestem młodszy od głównego bohatera „Na szybko spisane” o dobrych kilka lat. Co innego lata 90-te. Te pamiętam doskonale i mogę poświadczyć, że „Nineties rules”. A przynajmniej ich pierwsza połowa rules. Dlatego też pierwsza część „NSS” była dla mnie opowieścią o czasach, w których tak naprawdę mnie nie było. Natomiast lektura drugiej części nabrała charakteru autobiograficznego, gdyż całkiem dobrze się pokrywa z moimi wspomnieniami.

Kolorowe batoniki, które dzisiaj dzieci wcinają w ilościach hurtowych, faktycznie wtedy były czymś niesamowitym. Podobnie jak inwazja kablówki i anten satelitarnych. Doskonale pamiętam niemieckie kanały, które pokazywały fajne filmy zarzynane przez niemiecki dubbing (żeby chociaż lektor był...) - tym emitowanym w piątkowym i sobotnim nocnym paśmie żaden dubbing już nie był potrzebny. Mile wspominam również „Nevermind”, pierwszą kasetę, którą przesłuchałem w całości bez przerwy (mimo że „ideologicznie” byłem z nieco innego obozu), choć nie pamiętam, aby wieść o śmierci Cobaina wywołała jakieś większe poruszenie.

No właśnie, jedni z nas mieli kablówkę, drudzy nie, jedni słuchali Nirvany czy Pantery, a drudzy disco-polo (my wam wybaczymy, ale sztuka nigdy...). Na „bombę milenijną” czy samobójstwo Kurta Cobaina każdy spogląda z własnej perspektyw i może je oceniać jako zarówno coś błahego jak i ważnego. Są to jednak autentyczne wydarzenia, które stały się elementami historii oraz symbolami pop kultury lat 90-tych, stąd nie sposób ich pominąć. Podobnie, ale na mniejszą skalę, ma się rzecz ze sceną komputerową. Dzisiaj może się wydawać, że była to rozrywka wąskiej grupki „geeków”, ale w rzeczywistości był to ruch bardzo popularny w Polsce, szczególnie w połowie lat 90-tych, prężnie wspomagany przez prasę komputerową, która w tamtych czasach nie publikowała wyłącznie artykułów o metodach podkręcania Windowsa i kursów typu „jak wypalić płytę CD”.

Scena komputerowa, nazywana też demosceną, istniała praktycznie na każdym popularnym komputerze. Scenowe grupy konkurowały ze sobą na polu tworzenia dem, intr, grafiki, muzyki oraz pisania tekstów (często obraźliwych) do organów prasowych sceny, czyli magów. Jak każdy ruch, również i ten miał swoje zwyczaje - pogrzebcie w necie to dowiecie się o np. „invitkach”, „fakowaniu” znaczków pocztowych i najważniejszym elemencie, czyli scenowych zlotach na których odbywały się konkursy najlepszych produkcji, tzw. „compo”, które czasem były nawet „crazy”. W najlepszym okresie rocznie odbywało się kilkanaście takich imprez (więcej niż zlotów komiksowych, prawda?), które przyciągały rzesze ludzi skuszonych możliwością zbiorowej konsumpcji alkoholu oraz kopiowania najnowszego „stuffu” (i oto cała tajemnica popularności).

O samym zjawisku nieco się rozpisuję, po części ze względu na chęć niesienia kaganka oświaty, a po części z potrzeby powspominania ruchu, którego było się częścią. Sam miałem Atari 8-bit (zabawnie się złożyło, ale z Amigi też korzystałem głównie u znajomych), acz inny model niż bohater i - jak podejrzewam - sam autor. Śledziu bardzo wiernie odmalował obraz demosceny i nie mówię wyłącznie o zasypywaniu czytelnika terminologią techniczną. Warto zwrócić uwagę na to, jak równie dyskretnie co mistrzowsko w kilku obrazkach wskazuje prawdziwą genezę tego ruchu – łamanie zabezpieczeń gier. Przywołuje też autentyczne demo „State of the Art”, klasyczną produkcję grupy Spaceballs. I choć nie jest to szczyt możliwości technicznych Amigi, to pomysłowość autorów i klimat tamtych lat sprawia, że nadal warto ją obejrzeć, choćby i w wersji dostępnej na Google Video czy Youtube. Przy okazji zwróćcie też uwagę na scenę ośmiobitowego Atari, polecam zwłaszcza polskie produkcje: „Drunk Chessboard” i „Numen”.

stateoftheart1numen1
Na lewo "State of the art", na prawo "Numen"


Dość jednak o komputerach, skupmy się znów na komiksie. Autor stanął przed trudnym zadaniem opowiedzenia na kilkudziesięciu stronach o dziesięciu latach z życia głównego bohatera. W odróżnieniu od lat dziecięcych, których połowy nawet się nie pamięta, lata nastoletnie przeżywa się bardzo mocno. Sam temat inicjacji seksualnej mógłby zapełnić z powodzeniem cały album. Stąd konieczność tylko sygnalizowania pewnych zjawisk i wydarzeń oraz przeskakiwanie w czasie o całe lata. W skrócie: nie da się zmieścić 10 lat na kilkudziesięciu stronach komiksu.

Trzeba się z tym pogodzić, choć nie jest to łatwe, gdyż każdy z nas z chęcią by dołożył do albumu coś, co zapamiętał z tamtych lat. Mnie osobiście zastanowił brak obecności polityki. Na świat „NSS” patrzymy oczami głównego bohatera, postaci dość wyobcowanej, niemniej brak jakiejkolwiek wzmianki o polityce, choćby w tle, może dziwić w kraju, w którym od polityki po prostu nie da się uciec. A tym bardziej się nie dało od niej odgrodzić w burzliwych latach 90-tych. Wałęsa vs. Tymiński, działalność ZCHN-u, afera teczkowa, Wałęsa vs. Kwaśniewski, biała księga Oleksego – przynajmniej o jednym z tych wydarzeń wypadałoby wspomnieć.

Świadomy jestem jednak, że mój zarzut może być subiektywny – jeszcze raz podkreślę, że każdy przeżył te lata na swój sposób. Tak samo tak każdy czytelnik inaczej obierze ten album i oceni intencje oraz rysunki autora. Ja po lekturze dałem się ponieść fali nostalgii i sięgnąłem po stare gazety: „Top Secret”, „Secret Service” (nie, to nie są nazwy świerszczyków) oraz „ŚGK” w którym Śledziu rysował znakomite przygody Fila, Mela i Skolmana. Tamte czasy jednak nie wrócą – świat się zmienił, tak jak zmienił się styl rysunku Śledzia. Czas więc ruszyć dalej. Przeszłość należy wspominać, a nie żyć nią na co dzień.

Ocena: 8/10 jeśli dorastałeś w latach 90-tych, 9/10 jeśli udzielałeś się na scenie komputerowej. Dla reszty: 7/10.

Opublikowano:

Tagi

Na Szybko Spisane


Na szybko spisane 1990 - 2000

Na szybko spisane 1990 - 2000

Scenariusz: Michał Śledziński
Rysunki: Michał Śledziński
Wydanie: I
Data wydania: Czerwiec 2008
Seria: Na szybko spisane
Druk: kolor, kreda
Oprawa: kartonowa
Format: A4
Stron: 52
Cena: 32 zl
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Na Szybko Spisane #2: 1990-2000 Na Szybko Spisane #2: 1990-2000 Na Szybko Spisane #2: 1990-2000

Tagi

Na Szybko Spisane

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-