Recenzja

Kobieta mego życia, kobieta moich snów

Paweł Panic recenzuje Kobieta mego życia, kobieta moich snów
      Niewiele brakowało, a przegapiłbym jeden z lepszych komiksów, jakie się ostatnio ukazały. „Kobieta mego życia, kobieta moich snów” pojawiła się ni stąd ni zowąd, bez specjalnego rozgłosu i jakoś utonęła w zalewie innych, często gorszych pozycji. Pora więc wyciągnąć ten komiks z powrotem na powierzchnię.

     Już początek historii jest obiecujący. Oto dwójka mężczyzn rozmawia o komiksach. I to w taki sposób, w jaki każdemu fanowi czy twórcy tego medium zdarzało się rozmawiać z laikiem. Jednym z tych mężczyzn jest Tomas - główny bohater całej opowieści, którego dotknęła niemoc twórcza. I właśnie o problemach Tomasa z napisaniem scenariusza komiksowego traktuje początek opowieści. Jak się okaże z problemów tych bohater wybrnie, czego efektem jest album, który czytelnik trzyma w ręku. Jednak droga do natchnienia będzie długa, kręta i przyprawiona tak tajemniczymi elementami, jak staruszka, o której nikt nie słyszał, dziwna roślina doniczkowa i w reszcie tytułowa kobieta ze snów. Pedro Brito bardzo sprawnie łączy te wątki, a sam motyw tworzenia stanowi idealne ramy, w których umieszczono główny temat tego komiksu, czyli opowieść o... miłości. Tak, omawiany komiks porusza najbardziej oklepany z tematów. Ale za to jak porusza. Tomas i jego żona na zmianę się kłócą i kochają (głównie fizycznie), a problemy ich związku są bardzo prawdziwe i nie mają nic wspólnego z sercowymi rozterkami jakie przeżywają bohaterowie pierwszej lepszej telenoweli.

kobietamojegorecka

Oryginalna oprawa graficzna dla jednych będzie atutem, dla innych - czynnikiem dyskwalifikującym komiks. Warto jednak przełamać uprzedzenia i sięgnąć po dzieło duetu Brito/Fazenda


     Z realistycznym scenariuszem zadziwiająco dobrze współgrają rysunki, o których wiele można powiedzieć, ale na pewno nie to, że są realistyczne. Rozedrgana, pośpieszna i lekko chaotyczna kreska Fazendy jest naprawdę świetna. Rysownik operował tylko czarnym i czerwonym tuszem, a efekt tych zabiegów jest równie oryginalny co zachwycający. Czerwień nie wypełnia czarnych konturów, lecz je uzupełnia (autor na zmianę stawia czarne kreski i czerwone plamy). To naprawdę trzeba zobaczyć samemu. Z pewnością nie każdemu rysunki pana Fazendy przypadną do gustu. Ba, pewnie większość czytelników uzna je za brzydkie i niechlujne. Na mnie jednak ich oryginalność i dynamizm zrobiły bardzo duże wrażenie.

     Czy w ogóle ten komiks ma jakieś wady? Na pewno nie jest dla każdego. Z jednej strony nietypowe ilustracje, a z drugiej zbyt typowa tematyka mogą być dla niektórych argumentami przeciw. Jeśli jednak szukacie dobrej obyczajówki, a trochę zmęczyły was opowieści o szeroko rozumianej młodzieży, to możecie śmiało inwestować w „Kobietę mego życia, kobietę moich snów”. Tylko przeszukajcie dobrze półki księgarskie, bo sprzedawca sugerując się okładką, mógł ten komiks umieścić na poradnikach psychologicznych.

Opublikowano:



Kobieta mego życia, kobieta moich snów

Kobieta mego życia, kobieta moich snów

Scenariusz: Pedro Brito
Rysunki: Joao Fazenda
Wydanie: I
Data wydania: Wrzesień 2008
Tytuł oryginału: Tu és a mulher da minha vida, ela a mulher dos meus sonhos
Tłumaczenie: Jakub Jankowski
Druk: czarno-biało-czerwony, offset
Oprawa: miękka
Format: B5
Stron: 96
Cena: 38
Wydawnictwo: Taurus Media
ISBN: 978-83-60298-33-6
WASZA OCENA
5.00
Średnia z 1 głosów
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Tagi

Kobieta mego życia kobieta moich snów

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

qba -

ekhm... Pedro Brito jest scenarzystą, a Joao Fazenda rysownikiem :-)

PKP -

Już poprawione. Dzięki. Człowiek kilka razy sprawdza tekst, a podstawowe chochliki jak były, tak są dalej...

Cello -

Rysumki tragedia, odrzucają mnie. nawet gdyby to był najlepszy komiks świata nie sięgnąłbym po niego z powodu warstwy graficznej.

ljc -

sięgnij, a przekonasz się, że są to mistrzowskie rysunki, mega zajebiste - w ogóle komiks jest rewelacyjny - dawno nie pamiętam, żeby coś mi tak podeszło...

qba -

Cello pisze:Rysumki tragedia, odrzucają mnie. nawet gdyby to był najlepszy komiks świata nie sięgnąłbym po niego z powodu warstwy graficznej.


hmm, w sumie to nie jest pierwsza taka opinia na temat rysunków... a wiecie, że wydawca zdecydował się na wydanie tego komiksu po zobaczeniu rysunków? dopiero później przeczytał przetłumaczoną historię.