reklama baner reklama

Nowe Teksty

Większy świat
Tymczynski o 2. tomie "Amuletu"
Oddział miernot
Kleszcz o 1. tomie "Oddziału Samobójców" (Odrodzenie)
Zielono mi
Kleszcz o 1. tomie "Green Arrow" (Odrodzenie)
Za 100, za 300 - październik 2017
Chmielewski typuje październikowe zakupy komiksów
Kotka na gorącym, blaszanym dachu
Sławinski o "Catmowan. Nie ma lekko"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Wywiad

Wywiad z Andrzejem Baronem

Karol Wiśniewski
"Znakomiks" wraca po trzech latach nieobecności. Czemu magazyn zniknął na tak długo z rynku?

Dlaczego? Było kilka powodów. Podstawowym to ekonomia. Wiele można znieść dla idei, ale w dzisiejszych czasach trudno jest obciążać budżet domowy działalnością, która nie przynosi zwrotu kosztów. A tak było z magazynem. Wyżyłowana, niska cena nie skusiła tych niezdecydowanych, a z drugiej strony przy faktycznej sprzedaży nie zapewniła zwrotu kosztów (poza jednym numerem, który sprzedał się w całości). Na efekt ekonomiczny miało wpływ jeszcze kilka innych czynników. Popyt ustosunkowuje się do podaży. Istotą magazynu jest jego regularne ukazywanie się. Niestety, my nie mogliśmy tego zapewnić. O jednym z istotnych powodów tej sytuacji wspomniałem w artykule „Oblicza profesjonalizmu”, który otwiera numer 13-ty.

Drugi ważny element to zawartość. My zdecydowaliśmy się na historie wieloodcinkowe. Wiązało się to z ryzykiem, iż jedna lub kilka z serii nie znajdzie dużego zainteresowania czytelników. Jednak uczciwość wydawcy wymaga jej kontynuację, aż do końca. My poszliśmy tą drogą, co w połączeniu z brakiem regularności twórców spowodowało, iż byliśmy mniej atrakcyjni od magazynów prezentujących krótkie, zamknięte formy (lub komiksy zaledwie dwu, trzy odcinkowe) zmieniającej się grupy twórców. Jest to doświadczenie, które wykorzystaliśmy do modyfikacji profilu magazynu.

znakomiks13okartOkładka trzynastego numeru "Znakomiksu"

Po kilku latach posuchy, mamy prawdziwy wysyp magazynów i zinów komiksowych. Jak "Znakomiks" zamierza sprostać konkurencji?

Nie wydaje mi się byśmy mieli do czynienia z „wysypem”. Faktem jest, że po dłuższej przerwie możemy mówić o kilku ukazujących się tytułach. Według mnie, dzisiaj konkurencja przybierze nieco inny charakter. Nie ma, bowiem na rynku magazynów, których zawartość była by jednakowa. Wynika to przede wszystkim z zainteresowań ich wydawców i redaktorów. „Zeszyty komiksowe” skupiają się na publicystyce. „Magazyn Komiksowy” i „Strefa Komiksu” to w głównej mierze literatura SF, ale również komiks, w tym w dużej mierze firmowany nazwiskiem redaktora naczelnego i wydawcy tych pism (scenariusze). „Ziniol” to, oprócz raczej undergroundowego komiksu (mówię to po lekturze jedynego do tej pory numeru), publicystyka i recenzje. Są jeszcze magazyny o mandze i anime, ale to raczej inna liga. Na tym tle, ideą „ZNAKOMIKSu” nadal jest prezentacja polskich twórców - przede wszystkim tych młodych wcale lub mało znanych. Jednocześnie interesujące nas komiksy są bliższe głównemu nurtowi gatunku. Nie będziemy zajmowali się recenzjami czy publicystyką. Teksty pojawiające się w piśmie będą głównie dotyczyły prezentowanych twórców oraz ich komiksów. Tak zaoszczędzone miejsce przeznaczamy dla profesjonalistów, którzy wspierają nasz projekt.

Reasumując uważam, że rzeczywiście wystąpi naturalna konkurencja o ograniczone fundusze czytelników kupujących komiksy. Jednak znajdujące się na rynku pisma będą się w dużej mierze uzupełniały.

Trzynasty numer magazynu aż kipi od znanych nazwisk polskich i zagranicznych. Zwłaszcza ci drudzy budzą zainteresowanie. Skąd pomysł międzynarodowej współpracy?

Kiedyś jeden z forumowiczów Gildii stwierdził, że w ciemno kupi nieznany mu jeszcze zagraniczny komiks (tutaj padł tytuł) niż komiks polskich twórców (ponownie tytuł), bo przecież „zagraniczny komiks musi być lepszy”. Przyznaję, że wcześniej nie spotkałem się z bardziej bzdurnym założeniem a priori.
Wiem jednak, że naturalnym dla ludzi jest to, że bardziej ufają rzeczom, o których się mówi, pisze, które sprawdziły się już wcześniej i gdzieś indziej. To, że później bywają rozczarowani jest również faktem.

Jak więc przekonać czytelnika do tego by dał szansę komuś nieznanemu, lub by spojrzał na jakiś nowy pomysł? Może właśnie fakt, iż szansę taką dają profesjonaliści, zmieni spojrzenie na nasz magazyn. Dlatego też prace uznanych już twórców polskich i zagranicznych będą stanowiły około połowy zawartości każdego numeru pisma.

Wspominając o sławach - kogo możemy się spodziewać w przyszłych numerach?

W tej chwili wolałbym nie odpowiadać na to pytanie. Wszystko znajduje się w trakcie rozmów. Nie chcę obiecywać niczego, czego nie jestem pewny. A pewny jestem tego, że dokończymy „Dinostię”, że zaprezentujemy komiksy Artura Suydama, że nawiązaliśmy współpracę z Liamem Sharpem. Grono naszych znajomych i przyjaciół stale się poszerza. Jednak decyzje o współpracy wymagają czasu. Poza tym, określona objętość magazynu oraz planowana, kwartalna częstotliwość nie pozwalają na łapanie zbyt wielu srok za ogon.

Jak często będą się ukazywały kolejne "Znakomiksy"? Czy liczba stron będzie stała?

„ZNAKOMIKS” zawsze planowany był jako kwartalnik. Wyszło na to, że jest to nieregularnik. Mam nadzieję to zmienić. W dużej mierze zależy to od tego jak zostanie przyjęty numer 13-ty. Tymczasem już planujemy zawartość i skład numeru 14-tego.

Co do liczby stron to wydaje się ona być w tej chwili optymalną (72). Przy dużej liczbie stron kolorowych (40) zdecydowanie wpływających na wysokość ceny detalicznej małego w tej chwili (max 1000 egz.) nakładu, dalsze zwiększanie objętości mogłoby doprowadzić do przekroczenia akceptowanej w odniesieniu do magazynu komiksowego bariery cenowej. W tym momencie nieskromnie przyrównam nasz magazyn do dostępnego w EMPiKach „Heavy Metalu”.

„Heavy Metal” to tylko osobista fascynacja czy też cel, do którego ma zmierzać „Znakomiks”?

Jest mi trudno odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony, dlatego, że w swoim zainteresowaniu komiksem i sztuką jako taką jestem eklektyczny. Podoba mi się bardzo dużo rozmaitych rzeczy. Lubię formułę „Heavy Metal”. Chociaż z zawartością pojedynczych numerów bywa różnie. Są takie, które podobają mi się od A do Z, takie, które kupiłem tylko dla kilku stron ulubionego twórcy, oraz takie, które w ogóle mnie nie zainteresowały. Biorąc pod uwagę to, że w „ZNAKOMIKSie” dominuje fantastyka i fantasy oraz to, że od numeru trzynastego będziemy także publikować prace twórców znanych (między innymi) ze stron „Heavy Metal”, można uznać, że profil pisma jest zbliżony. Myślę, że warto spróbować iść w tym kierunku. Jednocześnie musimy odpowiednio wkomponować w to nasz zamiar prezentowania prac młodych twórców. To oczywiście znacznie podnosi im poprzeczkę. Nam również.

Czy Studio Domino dalej będzie wydawać albumy komiksowe? Można prosić o ujawnienie planów?

Tak, i to jest ta łatwiejsza część odpowiedzi. Co do określenia planów to jest już nieco trudniej. W moich planach cały czas pozostaje kontynuacja „Dogmatu”. Znając scenariusz drugiego tomu oraz zarys całego pomysłu, uważam, że opowieść ta zasługuje na dokończenie. Wszystko zależy od twórców, od tego, kiedy otrzymam gotowy materiał. Ustalenie daty publikacji będzie potem zależało od aktualnej sytuacji finansowej wydawnictwa. Nie dysponujemy wielkimi środkami i dlatego publikacje albumowe muszą następować w pewnych odstępach czasu.

Chętnie wydam kolejne tomy „Krainy Herzoga” i „Insekta”. Także w tych przypadkach zależy to od gotowości twórców. Od pewnego czasu, namawiam Empro na dokończenie jego pomysłu, który widziałbym w "ZNAKOMIKSie" lub w formie albumowej. Zastanawiam się nad kilkoma nadesłanymi projektami. Ale w tej chwili nie mogę niczego zadeklarować. Jakiś czas temu, wstępnie wynegocjowałem możliwość publikacji jednej ciekawej serii z rynku frankofońskiego. W tym wypadku wstrzymuję się, gdyż wcześniej chcę sprawdzić czy uda mi się zapewnić byt naszemu magazynowi komiksowemu. Jest to kwestia ekonomii.


Insekt

Dogmat: Prolog

Kraina Herzoga #1



Kontynuujesz serie rozpoczęte wcześniej w "Znakomiksie". Nie obawiasz się, że nowi czytelnicy mogą ich nie zrozumieć?

Serie kontynuowane w numerze 13-tym to „Jen”, „Dinostia” i „Czarna Gwiazda”. Myślę, że dotychczasowi czytelnicy magazynu nadal będą nimi zainteresowani. Co do nowych czytelników to będą mieli do nadrobienia tylko cztery (w przypadku „Jen”) albo dwa („Dinostia” i „Czarna Gwiazda”) numery pisma. Odcinki z numeru 13-tego powinny zachęcić do sięgnięcia wstecz, a numery archiwalne są jeszcze dostępne. Chociażby poprzez naszą stronę internetową.

Zapraszasz do współpracy twórców komiksowych pozostawiając im dużą swobodę. Czy są jednak formy i style, które będą preferowane w "Znakomiksie" ponad inne?

To prawda. Nie ingeruję w pracę autorów. Jeszcze nie zdarzyło mi się uzależnić publikacji materiału od dokonania w nim zmian. Tym bardziej nigdy nie wziąłem i nie wezmę do ręki nożyczek by samemu poprawiać dostarczone prace. Nie uważam bym miał licencję na doskonałość. Nie poszukuję też twórczej doskonałości. Albo mi się coś podoba, albo nie. W mojej kolekcji mam komiksy, które kupiłem dla rysunku przy miernym scenariuszu, które kupiłem dla scenariusza przy miernym rysunku, i wreszcie takie, które zawierają dwa w jednym, tj. dobry scenariusz i dobry rysunek. Jak w każdej innej dziedzinie sztuki, komiksy tworzone są przede wszystkim dla rozrywki. Jeżeli coś nie razi mnie na pierwszy rzut oka, to nigdy nie przychodzi mi do głowy by szczegółowo analizować kadry, anatomię, perspektywę, naśladownictwo, itd., itp.

Przyznaję, że sztuka komiksu bardzo ewoluowała w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Zdaję sobie sprawę z tego, że to, co było akceptowane wiele lat temu (i dla wielu ma jeszcze ogromną wartość sentymentalną) nie znajdzie dzisiaj nowego, masowego odbiorcy. Dlatego ci, których prace (a są i tacy) przypominają zawartość, na przykład większości starych, tzw. „klasikerów” (wśród których były chlubne, awangardowe jak na tamte czasy wyjątki) mają bardzo małe szanse zaistnienia w „ZNAKOMIKSie”.

Cały ten wywód sprowadza się do jednego – nie ma w „ZNAKOMIKSie” form i stylów „preferowanych” ponad inne. Najistotniejsze jest to pierwsze wrażenie, dzięki któremu zaczynamy czytać/oglądać, a także to czy znajdujemy w tym rozrywkę.

Kontynuując wątek: rozważasz również możliwość publikacji komiksów ze znaczkiem 18+. Czy jest coś, czego programowo byś nie opublikował?

Inicjację „dorosłości” mamy już poza sobą. Ósmy numer „ZNAKOMIKSu” miał podtytuł „XXX Specyjał”. Jest to jedyny numer, który sprzedał się do zera. Dlatego w naturalnym odruchu rozważamy możliwość powtórzenia takiego „specyjału” lub wydania albumu ze znaczkiem 18+. „XXX specyjał” zawierał dużo „odważnego” materiału. Jednak na pewno, w naszych publikacjach czytelnicy nie znajdą ostrej pornografii czy sado-maso. Nie interesuje mnie również horror typu „gore”. Nie opublikujemy też komiksu gdzie dominują wulgaryzmy, które nie są uzasadnione akcją.

Znamy już plany „Znakomiksu”, proszę, opowiedz nam o swoich planach jako twórcy komiksowego.

Twórca, to w moim przypadku stwierdzenie nieco na wyrost. Jest faktem, że napisałem scenariusze do zamieszczonych w „ZNAKOMIKSie” komiksów „Czart” i „Kołysanka”. Wspieram również Karolinę Tadych pomysłami i przede wszystkim pisząc dialogi do jej autorskiej serii „Jen”.

Co planuję? Niemal ukończyłem adresowaną do nieco starszych czytelników bajkę, która nawiązuje do kilku znanych polskich bajek i legend. Oczywiście mam zamiar przedstawić je nieco inaczej. Podobnie sprawa ma się z „Czartem”. Pierwotnie miał to być komiks adresowany do młodego czytelnika. W tej chwili mam dla „Czarta” spisanych kilka pomysłów, które czekają na dogodną chwilę do realizacji. Wszystko w opcji 16+. Jestem również zdecydowany doprowadzić do pointy pierwszej serii „Kołysanka”. Pomysł tej serii polegał na stworzeniu komiksu z grupą bohaterów, których przygody będą przechodziły jedna w drugą, w miarę zainteresowania czytelników.

W tak zwanej szufladzie mam gotowy scenariusz komicznego, erotycznego komiksu fantasy, który napisałem jakiś czas temu na prośbę jednego z rysowników. Powiedzmy, że z przyczyn niezależnych od nas obu, pomysł jeszcze nie doczekał się realizacji. Jeżeli znajdę rysownika, którego sposób rysowania będzie odpowiedni dla tego scenariusza, i któremu spodoba się ta historia to podejmę się jej wydania. Faktem jest, że tak na prawdę to jeszcze nie rozglądałem się za odpowiednim kandydatem.

Czego brakuje na naszym rynku komiksowym? Oprócz większej ilości czytelników, rzecz jasna?

Brakuje większej liczby czytelników, rzecz jasna. Wydaje się to być sednem sprawy. Mamy zdolnych twórców, mamy chętnych wydawców, w księgarniach mamy półki z wieloma klasykami komiksu światowego oraz polskiego i… mamy raczej hermetyczne środowisko. Często słyszę żale, że komiks jest źle postrzegany jako zabawa wyłącznie dla dzieci, że jest infantylny. Przeciw temu podejmowane są próby jego nobilitacji. Jednocześnie, większość tzw. krytyków/recenzentów przyczynia się do hermetyzacji środowiska. Uważam, że to właśnie doszukiwanie się artyzmu oraz doskonałości twórczej jest jednym z powodów, dla których niosący czystą rozrywkę, lekki-łatwy-i-przyjemny komiks dla każdego (niezależnie od wieku), czyli taki, który jest w stanie przemówić do większego grona odbiorców, i który dominuje w krajach Beneluxu, USA, Włoszech czy Japonii u nas nie jest w stanie rozruszać rynku i przysporzyć mu większej liczby klientów. Wystarczy poczytać recenzje pojawiające się w necie i w magazynach oraz zinach. Ile z nich jest pozytywnych, tak naprawdę i w całości? Niewiele. Dotyczy to wszystkich publikacji: i rodzimych, i klasyków, i hitów zagranicznych. To właśnie jest świadectwo wystawiane komiksowi przez jego „środowisko”.

Czego więc brakuje na naszym rynku, oprócz mas czytelników? Brakuje obiektywnych, posiadających szeroki światopogląd i doświadczenie, znających się na rzeczy krytyków (nie krytykantów, podbudowujących swoje ego szukaniem dziur w całym), którzy swoimi tekstami zainteresują czytelników (nawet, jeżeli wyrażą się o danym komiksie negatywnie) a nie utwierdzą ich w przekonaniu, że komiks jako taki jest „be”, bo „na stronie x kadr y rysownik zachwiał proporcje ciała” lub „perspektywę”, bo „kolory w druku wyszły nie tak”, bo „to oklepana i przewidywalna historia”, bo „poza głównymi bohaterami, nie ma statystów”, bo „budynki w tle nie takie”, bo „zszywki za krótkie”, bo „nie podobają mi się takie rysunki”, bo „nie lubię tego gatunku”, bo „inny komiks tego autora jest lepszy”, bo „rozczarował mnie ten komiks”, bo…, bo…, bo…

Studio Domino znane jest z dokładania ciekawych dodatków muzycznych do swych komiksów. Czy te miłe niespodzianki będą kontynuowane?

Cieszy mnie, że spodobało się to czytelnikom. Co do kontynuacji, to szczerze powiem, że nie wiem. Wszystko zależy od pojawienia się pomysłu, od dostępności materiału i co najważniejsze od możliwości realizacji. Koszt produkcji płyty do „ZNAKOMIKSu” nr 12 udało się pokryć dzięki hojności sponsorów, co pozwoliło na utrzymanie dotychczasowej ceny magazynu. W przypadku serii „Przebudzone legendy” koszt płyty pokrywamy w całości sami. Nie chcemy go jednak przerzucać na czytelników. Dlatego też oferta z płytą ogranicza się do czytelników robiących zakupy bezpośrednio u nas. Zamiast marży dla pośredników płacimy za wyprodukowanie płyty. Nasz bilans się nie zmienia, a czytelnicy otrzymują coś ekstra za te same pieniądze. Jest jeszcze jeden aspekt sprawy. Według ostatnich interpretacji przepisów o VAT, gadżety dodawane do periodyków muszą być opodatkowane stawką 22%. Może to stanowić znaczące obciążenie ceny jednostkowej publikacji niskonakładowych.

Czy możesz uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć naszym czytelnikom, co jest najtrudniejsze w procesie powstania takiego pisma jak "Znakomiks"?

Trudnością wspólną dla wszystkich jest trafienie w gusta czytelników. Poza tym, myślę, że każdy z wydawców może mieć inne doświadczenia. W moim wypadku, najtrudniejszą sprawą była „egzekucja” deklaracji i obietnic młodych twórców, z którymi nawiązałem współpracę przy publikacji komiksów odcinkowych. Rozpoczęcie danej serii obliguje wydawcę do jej kontynuacji i zakończenia. Jednocześnie wydawca magazynu jest zobligowany do utrzymania regularności jego ukazywania się. Do tego problemu nawiązałem w moim wstępniaku do numeru 13-tego. Innym problemem jest dostosowanie ceny magazynu do oczekiwań i możliwości rynku. Jest to bardzo trudne w przypadku publikacji niskonakładowych. Raz, że jednostkowa cena druku jest dla nich wysoka. Dwa, dlatego że potencjalni reklamodawcy z zasady nie są zainteresowani mediami niskonakładowymi. Ustalenie nakładu jest, więc kolejną trudnością. Z jednej strony nie może on być zbyt duży gdyż istnieje zagrożenie, że nie sprzeda się w całości lub będzie sprzedawał się bardzo długo. Z drugiej strony, ze względów na sposób dystrybucji oraz charakter publikacji, nie może on spaść poniżej pewnego minimum. To z kolei obciąża płynność finansową wydawcy. Nie można tu zastosować polityki wydawniczej polegającej na adresowaniu publikacji albumowych do bardzo ograniczonej grupy odbiorców, którzy na naszym rynku kupują niemal wszystko i rzadko zatrzymują się nad ceną oraz do tych, którzy są znajomymi twórców.

I na koniec tradycyjne pytanie o ulubione komiksy.

Jest to najtrudniejsze z pytań. Czytam i zbieram komiksy od ponad czterdziestu lat. Mam ich tysiące. Moje fascynacje zmieniały się. Jak już wspomniałem wcześniej, jestem w tej kwestii eklektyczny. Lubię różne gatunki i prace wielu, różnych autorów. A jeżeli mam czas (a raczej go nie mam) na zaglądanie do mojego „archiwum” to lista lubianych ulega weryfikacji, czyli wydłużeniu. Poza tym, należy uwzględnić to, że istnieje wiele gatunków komiksów, które nie mogą być porównywane wprost. Stąd lista ulubionych jeszcze bardziej się wydłuża.

Ale spróbujmy: Jack Kirby za wszystko, Windsor Mc Cay za „Nemo in Slumberland”, Pat Mills za wszystko, Richard i Wendy Pini za „Elquest”, Barry Windsor Smith i Roy Thomas za „Conana”, Bill Tidy za „Fosdyke Saga”, Tadeusz Baranowski za wszystko, Jack Katz za „The First Kingdom”, Simon Bisley za „bisleyizm”, Manara za „Click”, Gościnny i Uderzo za „Asterixa”, Artur Suydam za „Cholly and the Flytrap”, Philippe Druillet za … no właśnie, za to COŚ, Jean van Hamme i Grzegorz Rosiński za „Szninkiela”, Bill Watterson za „Calvin i Hobbes”, Frank Miller za „300” i „Ronina”, …powiedz, kiedy stop…, Krzysztof Owedyk za „Ósmą czarę”, Regis Loisel za „Piotrusia Pana”, Jeff Smith za „Bone”, Katsuhiro Otomo za „Domu”…ile mamy czasu i miejsca?…Frank Frazeta za inspirowanie innych, Russ Manning za „Tarzana”, Mark Crilley za „Akiko”, Frezzato za „The Keeper of The Maser”, Michael C.Plogg za „The Life And Adventures of Santa Claus”, Jodorowsky za wszystko, Leśniak/Skarżycki za „Jeża Jerzego” …stop?...

Oj, stop. Serdecznie dziękujemy za rozmowę.

Opublikowano:

Tagi

Andrzej Baron Wywiad Znakomiks


Tagi

Andrzej Baron Wywiad Znakomiks

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-