Obaner

Felieton

Komiks w kratkę #3: koniec separacji?

Karol Wiśniewski
Ostatnio miałem przyjemność przeczytania ”Morta” Terry’ego Prachetta i Grahama Higginsa. Świetna lektura, ale uświadomiłem sobie, iż zawsze, gdy biorę do ręki jakiś komiks będący adaptacją książek z cyklu „Świat dysku”, mam wrażenie, że czegoś im brakuje.

Nie ten temat jednak chciałem poruszyć. Otóż wydaje mi się, że brytyjscy pisarze nie tylko nie boją się komiksu, ale wręcz go ubóstwiają. Dobitnym tego przykładem jest Neil Gaiman, jednak i inni twórcy, jak np. Terry Prachet czy Clive Barker dbają o komiksowe adaptacje swych książek lub tworzą własne. A w Polsce? Co z Dukajem, Ziemkiewiczem, Brzezińską, Ziemiańskim, Pilipiukiem i całą resztą?

Nie ma co ukrywać - polski komiks i książka od ponad 10 lat są w nieoficjalnej separacji. Może nieco przesadzam, gdyż w końcu w naszym kraju są setki (a może i tysiące) pisarzy fantasty, s-f oraz gatunków grozy, którzy zdołali już opublikować opowiadania czy nawet książkę. I część z nich – acz niewielka – pewnie tworzy również i scenariusze komiksowe, a może nawet rysuje, jednak żadnego z tych projektów nie ujrzały moje oczy.

Wygląda na to, iż aktualnie najbardziej popularną formą łączenia komiksu i literatury jest pisanie o nim w formie recenzji bądź prowadzenie serwisu internetowego, który zajmuje się (między innymi) obiema formami sztuki. Przesadzam? A jaka była ostatnia polska komiksowa adaptacja książki fantastycznej? Czyżby był to „Wiedźmin”, którego ostatni album został stworzony ponad 10 lat temu, nie licząc wznowień oraz jednej nowelki w piśmie „KKK”?

Wydaje się, że klapa tego komiksu, który pociągnął za sobą magazyn „Komiks”, nadal odstrasza wszelkich tzw. „decydentów”, czyli ludźi z pieniędzmi, chcących wydawać książki. Samych autorów do adaptacji zniechęcają nie tylko kwestie finansowe, ale również wciąż żywe reakcje krytyczne dotyczące wyżej wspomnianego utworu. W dodatku mało kto chce oddać swoje ukochane dziecko (czyli książkę) innemu twórcy, który przerobi je na swoją modłę.

Niemniej myślę, że już wkrótce czeka nas koniec tej stagnacji. Jednym z pierwszych sygnałów, a może raczej bodźców koniecznych do „odrodzenia”, jest duża ilość zagranicznych adaptacji komiksowych obecnych na naszym rynku. Mówię tu o np. „Nigdziebądź” Neila Gaimana czy „Złodzieju Wszystkich Czasów” Cliva Barkera.

Co więcej, obecnie wydaje się kilkakrotnie więcej polskich książek fantastycznych niż miało to miejsce w połowie lat 90-tych, czyli miejscu, gdzie książka i komiks zdecydowały się na separację. Wynika z tego, że jest co adaptować i dla kogo, jako iż rynek komiksowy również podniósł się z zapaści wydawniczej, która przypada na wyżej wspomniany okres.

Z tego co mi wiadomo, aktualnie Robert Zaręba pracuje nad komiksową adaptacją jednej ze swoich książek, a mianowicie „Trumwiratu”. Pan Zaręba, jest w ogóle ewenementem na naszym rynku, gdyż wydaje „Magazynu Fantastycznego”, w którym znalazło się miejsce i na literaturę fantastyczną, i na komiks, oraz „Strefę Komiksu”. Ponadto cały czas tworzy scenariusze komiksowe (np. niedawno wydany „Mrok”), na rzecz których porzucił „czystą” literaturę fantastyczną.

Wygląda na to jednak, iż komiksem, który na powrót przekona pisarzy do tego medium będzie – o ironio – „Wiedźmin”. Cd-Projekt w ramach promocji gry „Witcher” ma w planach wydać jeszcze w tym roku wznowienie „poprawionych” albumów rysowanych przez Bogusława Polcha. Do tego zapowiada sześć nowych, tworzonych przez Przemysława Truścińskiego i – raz jeszcze, o ironio – Macieja Parowskiego, współautora pierwszych adaptacji.

Coś się kończy, coś się zaczyna...

Opublikowano:



Tagi

Komiks w kratkę

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-