Lady S.

Recenzja

Thorgal #29: Ofiara

Michał Młynarski, Maciej Kowalski recenzuje Thorgal #29: Ofiara
Od następnego albumu Thorgala zmieni się scenarzysta – od towarzyszącego Rosińskiemu w tworzeniu sagi o dzielnym Wikingu od lat Van Hamme’a pałeczkę przejmie Yves Sente (znany polskiemu czytelnikowi chociażby z Zemsty Hrabiego Skarbka). Szkoda tylko, że Van Hamme żegnając się „Ofiarą” z Thorgalem (i jego czytelnikami) zostawił nam produkt tak kiepskiej klasy. Bo Thorgal to klasyka. Jeden z najlepiej rozpoznawalnych komiksów w Polsce (i uważany za polski, z racji pochodzenia rysownika), jedna z ikon komiksu europejskiego, zdobywca licznych nagród, wyróżnień... Klasyka na tyle znana i lubiana, że każdy kolejny tom rozchodzi się niczym ciepłe bułeczki niezależnie od prezentowanego poziomu – ludzie kupujący serię od lat i nie chcą mieć przerw na półce, co całkowicie zrozumiałe. Wybaczam im tak samo, jak i wybaczam tenże proceder sobie.

Słów pare o fabule: Thorgal, po wypadkach z tomu Kriss de Valnor, nadal znajduje się w stanie więcej niż kiepskim. Jest umierający, a jego rodzina nie ma najmniejszego pojęcia jak go uleczyć. Aż tu nagle znikąd zjawia się znany nam z Aaricii bożek Vigrid, który przybywa z posłannictwa bogini Frigg. Thorgal dostaje od bogów dwa dni życia, aby znaleźć lekarstwo na swoją chorobę (a dokładniej, człowieka, który może go uleczyć), jeśli mu się nie uda – umrze. Tym razem w wędrówce po światach i rzeczywistościach towarzyszyć mu będzie syn, Jolan, który przypadkiem został wciągnięty razem z ojcem do tej jakże niebezpiecznej przygody. Czy zdążą znaleźć jedyną osobę, która może uratować Thorgala?

Mam nadzieję, że nie ironizowałem za bardzo? Ponieważ, co piszę z sercem zbolałym i nieszczęśliwym, najnowszy album serii jest - pod względem scenariuszowym - kiepski. I to bardzo. Najbardziej irytują strasznie już sterane problemy bohatera, sztampowe sytuacje i najgorszy od niepamiętnych czasów kompleks deus ex machina. Thorgal jest umierający i nic naturalnego uleczyć go nie może (znowu, np. Oczy Tanatloca). Ma limit czasowy na znalezienie czegoś ważnego (znowu, np. Dziecko Gwiazd) i za tym musi się wybrać do różnych światów (znowu, np. Ponad Krainą Cieni). Pojawia się kilka postaci znanych nam z tomów poprzednich (Vigrid, Strażniczka Kluczy) i to tak trochę ”z powietrza” – złapałem się na tym, że zacząłem wyglądać, kiedy napatoczy się Volsung z Nihor albo wąż Nidhogg. Nowa postać, Manthor (pół-bóg, magik i uzdrowiciel, który jako jedyny może uratować Thorgala) jest tyleż enigmatyczny, co śmieszny – naprawdę nie mogłem przestać chichotać, gdy zobaczyłem tego ”Doktora Dooma”. I jeszcze ta zagadka z dwoma strażnikami...

Reszta rodzinki, a także Vigrid i Strazniczka Kluczy, stanowią w Ofierze tło. Tu bohaterów mamy dwóch. Na naszych oczach dokonuje się bowiem jeden z największych przełomów w historii serii – zmiana pokoleniowa. Bohaterem kolejnych albumów będzie już najpewniej Jolan. W teorii jest to bohater ciekawszy – posiada wszystkie cechy ojca plus nie do końca jeszcze zbadane i okiełznane moce, dziedzictwo „dzieci gwiazd” - ale jak sobie z prowadzeniem go poradzi Sente? Czy nie popadnie w zwykłe powtarzanie po Van Hamme’ie? Bo zmiany są w Thorgalu potrzebne i to bardzo. Od mniej więcej Klatki każdy kolejny album serii zawodzi na całej linii (może z wyjątkiem niezłego Barbarzyńcy), a sam dzielny Wiking przestaje być ciekawą postacią, której losy śledzi się z zapartym tchem. Coś się przejadło, należy zmienić danie. Miejmy tylko nadzieję, że nowy scenarzysta sobie z tym poradzi.

Jeśli chodzi o warstwę graficzną, to jest... dziwna. Rosiński zdecydował się pójść tropem wydeptanym już przez Zemstę Hrabiego Skarbka – małe obrazy, śliczne malunki i własnoręcznie nakładane kolory zastąpiły wcześniejsze rysunki z kolorami Grazy. Efekt jest o tyle dziwny, że czytelnicy przyzwyczajeni już do pewnego stylu Thorgala zostają nagle wrzuceni na nieznane wody. Wygląda to nieźle, choć mi osobiście wydaje się, jakby Rosiński nad jednymi kadrami spędził dużo więcej czasu niż nad innymi. Część jest naprawdę genialna, większość jest w porządku, ale czasem trafi się taki, że człowiek mimowolnie się krzywi. Może jak już rysownik przestanie malować w ten sposób samego Thorgala, to będzie lepiej, bo to chyba właśnie najbardziej irytuje – znajoma twarz, a wygląda tak... obco?

Scenariuszowo Ofiara leży. Podnosi czasem głowę, rozgląda po okolicy, ale zazwyczaj po prostu leży. Od strony graficznej komiks prezentuje się dobrze, czasem genialnie. Szkoda, powtarzam, że Van Hamme żegna się w takim stylu. Mógł nam sprezentować na koniec drugiego Władcę Gór, a tak... Wyczekujmy Sente i powiewu świeżości do tej genialnej serii. Bo potencjał nadal ma ona wielki. Zwłaszcza przy zmianie głównego bohatera.

Ocena: 4/10

[Michał Młynarski]

Opublikowano:

Strona
1 z 2 >>  



Thorgal #29: Ofiara

Thorgal #29: Ofiara

Scenariusz: Jean Van Hamme
Rysunki: Grzegorz Rosiński
Okładka: Grzegorz Rosiński
Wydanie: I
Data wydania: Grudzień 2006
Seria: Thorgal
Tytuł oryginału: Le Sacrifice
Rok wydania oryginału: 2006
Wydawca oryginału: Lombard
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Druk: kolor, kreda
Oprawa: twarda
Format: 21x29 cm
Stron: 48
Cena: 29,90 zł
Wydawnictwo: Egmont
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Thorgal #29: Ofiara Thorgal #29: Ofiara Thorgal #29: Ofiara

Tagi

Thorgal

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

littleninja -

buuuu to ham jeden sie nie postaral, buuuu

eskos -

Rysunki Bardzo Dobre. Fabuła rozmyta. Mam nadzieję, że nowy scenarzysta postawi serię na nogi, bo faktycznie ostatnie 10 albumów kupiłem z sentymentu.

demien -

Jest to najgorszy Thorgal. Van Hamme mógł się postarać na koniec - odszedł by "wielki", a tak po prostu osiągnął dno. Rosiński zrobił za to kawał dobrej roboty.

celtic -

Rysunki mi się podobają i nareszcie został wydany na lepszym papierze , ale szkoda że nie na takim jak ulotka która została dołączona do tego albumu .

clesto -

Ja tam nie placze nad przeszloscia, tylko patrze w przyszlosc i tylko czekam na nowe dziela Rosinskiego. Nowe komiksy nowi scenarzysci,
ciekawe jak by teraz Rosinski narysowal komiks osadzony w klimacie sf takie cos jak dawny Yans, ale z nowym designem. Wiem ze niektorym styl rosinskiego pasuje tylko do opowiesci fantasy ale bardzo chetnie bym zobaczyl taki komiks.

General75 -

Brak mi słów na temat tej chłamliwej recenzji. Taka krytyka. I bicie po jajach Van Hamme i przy okazji Rosińskiego. Recenzant pewnie świetnie umie rysować i jeszcze lepsze scenariusze pisze, niż Rosiński i Van Hamme.

Ystad -

General75 pisze:Recenzant pewnie świetnie umie rysować i jeszcze lepsze scenariusze pisze, niż Rosiński i Van Hamme.



IRONIA MODE ON

doskonały argument!!

IRONIA MODE OFF

General75 -

Nazywam się Jacek Jastrzębski. Jeżeli chcesz prowadzić ze mną dyskusję na forum, proszę również się przedstaw, żebym nie czuł się jakbym gadał z anonimowym trollem.
världen, du kan kyssa mitt arsle.

Który użytkownik to napisał?

Nie jestem trollem, buraku.
världen, du kan kyssa mitt arsle
Jest to zdanie w języku szwedzkim. i jest to zdanie obraźliwe. I wiem co znaczy.
Przetłumaczył by to na język polski, chyba nie można.
W języku czeskim brzmi to: svět, můžete mi políbit prdel
w rosyjskim: мир, вы можете поцеловать меня в задницу

I o co ci facet w ogóle chodzi?

oligator1975 -

General75 pisze:
I o co ci facet w ogóle chodzi?


Kolego zareagowałeś na tekst który Ystad ma dołączony na stałe i jest wyświetlany z każdym jego wpisem

Ystad -

oligator1975 pisze:
General75 pisze:
I o co ci facet w ogóle chodzi?


Kolego zareagowałeś na tekst który Ystad ma dołączony na stałe i jest wyświetlany z każdym jego wpisem



heh. dokładnie. mam taki podpis pod każdym swoim postem. jest on niezależny od moich wypowiedzi na forum.

a "världen, du kan kyssa mitt arsle" w żądnym wypadku nie jest obraźliwy dla jakiegokolwiek człowieka. No chyba, że odbiorca uważa się za cały świat i bierze mój opis mocno personalnie.

General75 -

Dzięki za informacje i wyjaśnienie.
Jestem na stronie Alejii od niedawna.
I zdanie "världen, du kan kyssa mitt arsle" , chyba wziąłem zbyt osobiście do siebie.
Przepraszam za nieporozumienie.