reklama baner reklama

Nowe Teksty

Emo-Vader i rozterki krwawiącego serca lorda Sith
Grygiel o "Darth Vader i zaginiony oddział"
Bóg Piorunów leci wysoko
Kleszcz o 4. tomie "Thora Gmowładnego"
Bagienna batalistyka
Panic o 5. tomie "Ołów Rzymu"
Ten rzadki dreszcz ekscytacji
Kleszcz o "Universum DC: Odrodzenie" (Rebirth)
Gnat, czyli arcydzieło
Gierszewski o 1. tomie "Gnata"

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Wywiad

Wywiad z Timofem

Paweł Sawicki
„Bazarek, Blankets i Cisi Wspólnicy” – wywiad z Pawłem „Timofem” Timofiejukiem.



Paweł "Timof" Timofiejuk


Paweł „Timof” Timofiejuk należy do osób, które dużo mówią, ale jeszcze więcej robią. Znany z ostrego języka krytyk polskiego rynku komiksowego od niedawna odnajduje się w nowej roli – właściciela wydawnictwa „Timof i Cisi Wspólnicy”.

O wydawnictwie, planach i sytuacji na rynku komiksowym z Timofem rozmawia Paweł Sawicki.


Paweł Sawicki, Aleja Komiksu: Jak to się stało, że jednorazowy w założeniu projekt, jakim było wydanie komiksu „Blaki”, rozrósł się najpierw do dwóch kolejnych wydań: „Wyznania Właściciela Kantoru” i „Alicja”, a teraz czytamy bardzo ambitne zapowiedzi na niedaleką przyszłość?

Timof: Tak naprawdę to sam nie wiem. To był impuls. W pewnym momencie, gdy okazało się, że „Blaki” nie będzie klęską, pomyślałem, że warto zaryzykować jeszcze, bo jest wiele komiksów, które chciałbym zobaczyć na naszym ryneczku. Ale warto pozostać przy nazwie projekt, bo wciąż jest to przedsięwzięcie przewidziane na małą skalę i jego powodzenie zależy od nie generowania strat w skali roku.

AK: Dlaczego zdecydowałeś się akurat na te trzy tytuły na początek? Zadecydowały względy czysto artystyczne, czy może raczej górę wzięły osobiste kontakty z Autorami?

T: Przede wszystkim zadecydowało moje uwielbienie dla komiksów Skutnika i chęć pokazania czegoś, co wychodzi poza stereotyp postrzegania tego twórcy. Znajomość z autorami też miała wpływ na podjęcie decyzji o wydaniu tych tytułów. Z Karolem (Konwerskim – przyp. AK) przegadaliśmy kilka miesięcy, zanim zabrałem się za „Blakiego”. Potem również trzeba było przegadać pozostałe tytuły. Duży wpływ na decyzję miało również to, że komiksy już istniały, a nie jak to często się u nas zdarza, były pomysłami, które „kiedyś tam” mogą zostać zrealizowane.

AK: Do tej pory byłeś po drugiej stronie „komiksowej barykady” – często pełniłeś rolę krytyka, recenzenta, obserwatora naszego „ryneczku komiksowego”, często krytykowałeś poczynania naszych rodzimych wydawców. Teraz jesteś jednym z nich. Czy wydawanie komiksów w Polsce to proste zajęcie? Czy wydaje Ci się, że wiesz jak wydawać komiksy, czy będziesz umiał uniknąć błędów innych?

T: Ciągle jestem po obu stronach tej barykady. Wciąż obserwuję, co się dzieje na ryneczku.
Wydawanie komiksów to ciężki kawałek chleba, ale to chyba oczywiste, bo żadna uczciwa praca nie jest lekka. Myślę, że nikomu, nawet tym najlepiej znającym rynek nie da się uniknąć błędów, bo ryneczek jest dynamiczny i to, co sprzedaje się teraz w 2 tys. egz., za rok może sprzedawać się w tysiącu albo 10 tysiącach egzemplarzy. Nawet ci, którzy twierdzą, że doskonale znają ryneczek komiksów, nieraz są zaskoczeni tym, co na nim się dzieje.

AK: Małe wyjaśnienie. Od jakiegoś czasu widzę, że branża komiksowa w Polsce określana jest mianem „ryneczku”. Sam przejąłem to słowo, ale chciałbym znać Twoją definicję i przyczynę jego zastosowania. Czy to tylko kwestia malejących nakładów komiksów? Komiksy dla dzieci nadal sprzedają się świetnie.

T: Ryneczek, głównie z powodu jego wielkości. Choć warto byłoby może nawet używać pojęcia „bazarek”, który bardziej oddaje cechy rynku powiązanego z tym hobbystycznym zjawiskiem, jakim jest komiks w Polsce. Co do malejących nakładów, to dopóki nie znamy liczb opisujących nakłady, to operowanie tym pojęciem nie ma najmniejszego sensu. Wnioski można wyciągać, co najwyżej z dostępności komiksów na rynku, wyników sprzedaży danych tytułów w hurtowniach i sklepach specjalistycznych. A te nie są zachwycające, więc prowadzą do wniosku, że nie mamy do czynienia z rynkiem jakiegoś dobra kultury, lecz z hobbystycznym „ryneczkiem”.

Komiks dla dzieci, książki dla dzieci, DVD dla dzieci – wszystko to sprzedaje się lepiej niż odpowiadające im segmenty wytworów kultury dla dorosłych. Potem jednak okazuje się, że życie pozbawia ludzi radości korzystania z dóbr kultury, nawet tych szeroko dostępnych. Z komiksem jest o tyle gorzej, że wszędzie w Polsce pokutuje podejście do tej sztuki, jako niezobowiązującej rozrywki dla dzieci. A z takim podejściem ryneczek ten nie ma szans na wypłynięcie na szersze wody.

Opublikowano:

Strona
1 z 4 >>  

Tagi

Timof Timof i Cisi Wspólnicy Wywiad


Tagi

Timof Timof i Cisi Wspólnicy Wywiad

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-