Obaner

Recenzja

Heat #2

Karol Wiśniewski recenzuje Heat #02
Pierwszy tom serii zostawił nas w bardzo emocjonującym punkcie. Z pewnością cała rzesza fanów rzuciła się na drugi tom, pragnąc dowiedzieć się, jak zakończy się konfrontacja trójkąta Karasawa-Fujimaki-Murasame. O ile większość czytelników zadawała sobie pytanie – „czy Murasame zdradzi, czy nie”, to bardziej przenikliwi obserwatorzy zastanawiali się jak scenarzysta rozwiąże tę niebezpieczną sytuację. Wszakże dopuszczenie do wojny między Karasawą a mafijnymi organizacjami to dobra recepta na skończenie serii po 2,3 tomach a nie 17, gdyż tyle tomów liczy „Heat”. Jednak Pan Buronson (prawdziwe imię i nazwisko to Yoshiyuki Okamura, znany też pod pseudonimem Sho Fumimura) rozwiązał sytuację po mistrzowsku. Oczywiście nie zdradzę jak...

Gangster sprawiedliwy

Pierwsza część „Heat” ukazywała Karasawę jako „dobrego” gangstera, część druga zrywa z tą pociągającą dwuznacznością. Poznając pewne fakty z jego przeszłości zaczynamy go postrzegać jako „ostatniego sprawiedliwego”, a wraz z obecnymi czynami dodajemy mu jeszcze cechy Robin Hooda. Rzecz jasna wciąż jest zabójczo przystojny i nadal tajemniczy, choć zaczynamy się domyślać, o co mu chodzi i co nim kieruje.
Charyzma Karasawy jest rzeczą niekwestionowaną. Ma ona tak wielki wpływ na otoczenie, iż nawet jego wrogom zaczyna lepiej się powodzić. Zwłaszcza, że Karasawa tak rozwiązuje swoje problemy, iż ci, co jeszcze niedawno chcieli go wysłać do piachu, teraz po cichu wychwalają go pod niebiosa. Jednak nie obawiajmy się, iż ta pełna akcji manga przeistoczyła się w serial obyczajowy. Kłopoty same znajdują Karasawę, ten zaś zręcznie między nimi lawiruje. Trup ściele się gęsto, omijając ekipę host-clubu Karasawy. Dlaczego? Gdyż główny bohater nie zabija. Jego bijatyki są zawsze obroną własną, ratowaniem przyjaciół (nawet jeśli trzeba przy tym dać w pysk), bądź walką z mniej szlachetnym wrogiem. Także dalsze konsekwencje jego czynów i wynikające z tego ofiary nigdy nie ukazane są wprost. Dzięki temu Karasawa staje się wręcz kryształowo czysty. Ideał dla facetów (siła, odwaga, honor, lojalność wobec kumpli) i kobiet, które już teraz o nim marzą. Zwłaszcza, że coraz częściej pojawia się publicznie z Yuką, którą traktuje z szacunkiem. Nawet już z nikim innym sypia, mimo, iż z Yuką nie tworzą jeszcze związku. Ot, sympatyczny łobuz, do tego romantyk. Doskonałość wcielona, no nie?

Recepta na kąsek

To właśnie Karasawa zniewala czytelnika, tak jak zniewala bohaterów komiksu. Sama jego postać jest już wystarczającym magnesem do sięgania po następne tomy mangi. Wcale nie trzeba hektolitrów krwi, ani gołej panienki na każdej stronie, aby uczynić opowieść interesującą. Wystarczy ktoś taki jak Karasawa na okładce każdego tomu, plus kilka nowych postaci w każdej kolejnej odsłonie cyklu, aby nie dopuścić do zwolnienia tempa akcji. I tak w II tomie dochodzi „Pluskwa” - dawny inspektor, teraz ćpun, oraz Lin - gangster reprezentujący Tajwanczyków. Ujawnia się wreszcie sam szczyt organizacji Sanno-Kai, dając nam okazję do wglądu w mechanizmy władzy i jej pożądania, co daje do myślenia na temat kierunku rozwoju akcji w przyszłych tomach.
„Żar” numer dwa to ponad 200 stron porządnej mangi. Wprawdzie druga część jest minimalnie gorsza od poprzedniej, a zakończenie nie jest aż tak emocjonujące, jak w pierwszym tomie, myślę, iż to tylko chwila oddechu przez kolejną kulminacją.

Opublikowano:



Heat #02

Heat #02

Scenariusz: Buronson
Rysunki: Ryoichi Ikegami
Wydanie: I
Data wydania: Październik 2005
Seria: Heat
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka, grzbiet
Cena: 16,95 zł
Wydawnictwo: JPF
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Tagi

Heat

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-