reklama baner reklama

Nowe Teksty

Ostra jazda w baśniowej tonacji
Panic o 1. tomie "Head Loppera"
Dynamit i Nitrogliceryna
Kleszcz o "Batman/Sędzia Dredd: Wszystkie Spotkania"
Dziesięć oznak paranoi
Sus o "10 bolesnych operacjach"
Gdzie jest Peter?
Kleszcz o 2. tomie "Amazing Spider-Man"
Czejeni kontratakują
Tymczyński o 6. tomie "Comanche"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

banerOPIS

Recenzja

Ragnarok #1

Yaqza, Yaqza recenzuje Ragnarok #1
Od momentu zakupu PSX-a (ach, cóż to było za wydarzenie!) wielką estymą darzyć zacząłem gry RPG. Nie można się chyba temu dziwić, wziąwszy pod uwagę fakt, iż pierwszym tytułem, w jaki się zaopatrzyłem była siódma odsłona przesławnej serii „Final Fantasy” od magików ze Square, grą zaś która owładnęła mną bezpośrednio po niej - „Suikoden” od Konami.

Sentyment do RPG-ów rozwijał się z każdym nowym tytułem, już niekoniecznie tylko rodem z Japonii, i niekoniecznie tylko komputerowym. Także teraz na dźwięk słów RPG włosy stają mi dęba a w oczach pojawia się delikatny błysk opętania – co owocuje nierzadko godzinami brutalnie wyrwanymi z życiorysu.

Czemu taki wstęp? Co ma wspólnego z recenzowanym tytułem, pierwszym tomem manhwy „Ragnarok” wydanej przez Kasen? Drodzy czytelnicy, prawda jest taka, że z chwilą otwarcia komiksu wskakujemy poniekąd do świata znanego z niejednego japońskiego eRPeGa...

„Ragnarok” to czerpiąca garściami z mitologii germańskiej (i modyfikująca przy okazji pewne jej elementy) opowieść o zmierzchu świata bogów i początku panowania ludzi, o wielkich zmianach, które czekają krainę Midgard, o walce o utrzymanie władzy i pozycji.

Komiks zaczyna się niewinnie, motywem znanym chociażby (znowu) z gry „Wild Arms” – jednego po drugim poznajemy głównych bohaterów, zaś ścieżki ich wszystkich nieodmiennie prowadzą do jednego miejsca – w którym to tak naprawdę rozpocznie się prawdziwa przygoda.

Bohaterowie – czyli o bogach i ludziach


Fenris Fenrir to władająca potężną mocą magiczka-wojownik, która po zapowiedzianym tysiąc lat wcześniej powstaniu z martwych rozpoczyna poszukiwania upadłego boga Baldra – tylko on może pomóc jej odmienić świat. Głównym problem polega na tym, że jeżeli do Baldra wpierw dotrą Walkirie, misja Fenris Fenris zakończy się zanim tak naprawdę miałaby szansę się zacząć...
Kolejna dwójka, z która się zapoznamy, to cierpiący na zanik pamięci (popularny to motyw...także w grach) Chaos i magiczka Iris Irene, których poznajemy podczas polowania na robala mordę – niebezpiecznego stwora obdarzonego twarzą człowieka (delikatna różnica polega na tym, że robal ma ciało...hmmm...szczypawy i zęby tam, gdzie na twarzy znajdują się normalnie oczy. Ale kto by tam zwracał uwagę na takie szczegóły).
Kilkadziesiąt stron dalej przywita nas rezolutna, łasa na pieniążki jak kot na rybę i przebiegła złodziejka (a jakże, i tej profesji nie mogło zabraknąć) Lidia – w uprawianiu swego „zawodu” pomaga jej... gadający kot Sesi (mogący się co poniektórym kojarzyć z podobnym zwierzakiem z oldschoolowej serii RPG „Lunar”).
To nie koniec - na scenie wydarzeń będzie stopniowo przybywać postaci, tak tych pozytywnych, jak i, oględnie powiedziawszy, budzących nieco odmienne uczucia. Zenobia Sadi Freile – Walkiria śledząca wydarzenia w Midgardzie; Skurai, Przeklęty Prześladowca – przypominający z postury i oręża słynnego Sephirotha („Final Fantasy VII”) zabójca obdarzony przeklętym, żądnym krwi mieczem; Hunin i Munin - „Myśl” i „Pamięć”- w oryginale kruki, w manhwie kobieta i mężczyzna, posłańcy Odyna.

Jak widać na niedobór bohaterów narzekać nie możemy, pod dostatkiem ich, tak tych „dobrych”, jak i „złych” – co wydatnie wpływa na rozbudowanie pierwszego i drugiego planu i wprowadzenie nowych, atrakcyjnych (przyznam już teraz) wątków. I chwała.

Playtest komiksu – joypady w dłoń


Tyle przydługiego wstępu, czas przejść do „mięsa” – czyli jak się toto „ustrojstwo” trawi.
Na początek radzę przeczytać prezentację komiksu umieszczoną na ostatniej stronie okładki – stanowi ona, nieobecny w samej manhwie, wstęp wyjaśniający sytuację, jaką zastajemy.

„Ragnarok” z początku niestety aż za bardzo przypomina grę – w tych bowiem, jak wiemy, nie można narzekać na brak starć przy użyciu magii wszelakiej (czarnej i białej), zaklętych ostrzy (czasami na dodatek obdarzonych zdolnością mowy) i mądrych na swój sposób komentarzy. Także w manhwie pierwsze kilkadziesiąt stron to czarowanie, machanie żelastwem i nie prowadzące w zasadzie do niczego, a na pewno do wyjaśnienia najbardziej podstawowych zagadnień, rozmowy. Komiks tak na dobrą sprawę rozkręca się mniej więcej od połowy, gdy potyczki wszelakie ustają (ufff...), a fabuła zaczyna nabierać rumieńców. Rozwiązanie ze skupieniem bohaterów (wszelkich...) w jednym miejscu daje nadzieję na co najmniej interesującą kontynuację wątków zapoczątkowanych w tomie pierwszym – czyli tak naprawdę wszystko przed nami.

W trakcie samej lektury „Ragnarok” wiele zyskuje także ze względu na, ze strony na stronę coraz to mocniej rzucające o ziemię, poczucie humoru – niektórzy z bohaterów to prawdziwe oryginały, o jakich z zacięciem walczyłyby cyrki objazdowe podejrzanego pochodzenia. Humor nie jest może najwyższych lotów, ale cierpkie docinki i postawy/charaktery niektórych z postaci potrafią wyprowadzić z równowagi.
Na plus zaliczyć należy także interesujący design co poniektórych bohaterów – mimo, iż Skurai nieodmiennie skojarzył mi się ze wspomnianym Sephirothem, to już posłańcy Odyna tworzą nad wyraz sprawnie – i oryginalnie (chyba że w grę, z której te akurat sylwetki pochodzą nie grałem) narysowany duet.

Oprawa graficzna – podobnie jak scenariusz – rozkręca się, początkowo denerwując przeładowaniem kadrów szczegółami (trzeba niekiedy wytężać szare komórki zastanawiając się co i gdzie wybuchło, co właśnie leci w stronę „ekranu” czy którą część ciała widzimy właśnie na rysunku), z kolejnymi rozdziałami zyskuje jednak na przejrzystości – gdyby nie ta ewolucja byłoby naprawdę niedobrze, gdyż samo przebrnięcie przez te kilkadziesiąt początkowych stron to katorga jakich mało.

Komiks nie jest – delikatnie powiedziawszy - wydany fenomenalnie, szary papier zlewa się z odcieniami szarości jakimi pociągnięto poszczególne kadry – pozostaje liczyć na to, że z czasem seria wydana zostanie przynajmniej jak „Island” – bo zasługuje na to, biorąc pod uwagę ilość pracy, jaką w projekt włożył jego twórca.

Podsumowując- komiks ma potencjał, a biorąc pod uwagę fenomen (skądś się musiał wziąć) zjawiska „Ragnarok” (bo to nie tylko komiks, ale i popularna gra online) można dać mu kredyt zaufania. Tom pierwszy nie olśniewa, ale widać że z rozdziału na rozdział coraz więcej się dzieje, i w coraz lepszym stylu. Pozostaje czekać na ciąg dalszy. Póki co – oceniając całość - średniak, ale z predyspozycjami do rozwoju.

Opublikowano:



Ragnarok #1

Ragnarok #1

Scenariusz: Lee Myung-Jin
Rysunki: Lee Myung-Jin
Wydanie: I
Data wydania: Grudzień 2004
Seria: Ragnarok
Druk: czarno-biały
Stron: 184
Cena: 19.00 zł
Wydawnictwo: Kasen
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Ragnarok #1 Ragnarok #1 Ragnarok #1

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-